4 listopada 2017

Nowa Szkoła (2)


Minęło pierwszych kilka miesięcy w nowej szkole. Kami ma kilku świetnych kolegów, ale przede wszystkim aktywnie pracuje, nad nauką i w czasie zajęć pozalekcyjnych.

Niedawno szkoła zorganizowała dzień otwarty - wszystkie prywate muszą to robić, ale dla szkoły to także czas promocji. Dzieci mają w tym czasie zajęcia, a drzwi klas są dosłownie otwarte. Każdy może wejść i wziąć udział w lekcji z dzieckiem. Oczywiście skorzystałam z tej okazji, aczkolwiek udział Kubusia nieco mi to utrudnił.

Dzieci malowały zrobione wcześniej gliniane grzyby, pisały coś z tablicy ("patrz, Alex, jak Kami ładnie pisze!" powiedziała zaskoczona któraś mama, Kami bowiem przypomniał sobie zasady kaligrafii gdy jego mama stała mu nad głową i mruczała półgłosem "patrz na linijki!" i tym podobne), pokazywały rodzicom swoje zeszyty i grały w piłkę. To nie był zbyt ambity dzień z punktu widzenia edukacji, ale pani nauczycielka a pewno namęczyła się więcej niż przez tydzień pracy.




Pod koniec "dnia szkolnego" występowały chóry dziecięce, a na samo zakończenie tej akademii odśpiewano a stojąco hymn szkoły.

Mało która szkoła w Szwecji ma hymn.

Nasz  mówi o tym, że tam, gdzie morze spotyka się z lądem, w pięknym parku stoi najlepsza szkoła jaką znamy. Otrzymała imię świętego Tomasza, który był mądrym człowiekiem, i za którego śladem chcemy iść.


Alphabet Blues - StThomas Skola Lund from Ola on Vimeo.




23 października 2017

Z zaświatów

Dwudniowy maraton - ostatni dzień pracy przed urlopem, lekcja pianina, próba scholi, robienie tortu i sosu bolognese na rodzinną imprezę w sobotę, pieczenie ciasta do szkoły... potem od rana dzień otwarty w szkole Kamyczka (ciasto poszło), bieganie za Kubusiem, koncert klasy Kamyczka, uff o 14 już wychodzimy... teraz można zacząć pakowanie na wyjazd, "poskładać" i upiec lasagne, czekać na gości... Poszli o 23 jakoś, można dokończyć pakowanie.
Już o 6 na nogach, lotnisko, tam pół Bałkanów czeka do odprawy na Wizza, loty do Skopje, Belgradu i Bukaresztu są w niedalekich odstępach czasowych od naszego warszawskiego... Potem ta sama kolejka do kontroli bezpieczeństwa (nie jestem rasistką, ale czy ci cyganie naprawdę muszą próbować takie wielkie torby przepchnąć jako podręczny? oczywiście blokują kolejkę i muszą się wrócić do odprawy). Ledwo zdążyliśmy na otwarcie bramki, nie było już mowy o kawie.

Lot przeszedł dobrze, w Warszawie wszyscy głodni (kawa!), siedzimy i jemy.

Nagle dochodzą nas jakieś dźwięki... cudne melodie, jakby z zaświatów... ktoś gra Chopina! Ogarnęliśmy szybko stolik i idziemy.

A tam FORTEPIAN.

Siedzi przy nim jakiś starszy siwy podróżny i gra... a potem śpiewa.


O Sole Mio from Ola on Vimeo.


Całę zmęczenie odeszło w jednym momencie. To niesamowite jak piękno muzyki oddziaływuje na człowieka. Napełnia duszę radością, wznosi myśli wysoko wysowo, w podziękowaniu Stwórcy za Jego dotyk.

Staliśmy tak z pół godziny. To znaczy ja, dzieci tańczyły :)  Pan Włoch musiał być kiedyś zawodowcem, grał z lekkością i wprawą.


Carmen from Ola on Vimeo.

Jak pan Włoch poszedł i pianino zostało puste odważyłam się przy nim usiąść. Kiedy jeszcze będę mieć okazję zagrać na takim sprzęcie??
Nieśmiało zagrałam malutki kawałek Bacha, tego co sobie ćwiczę na moich lekcjach. Sztywne palce, serce kołacze.... kilka razy się pomyliłam, ale ogólnie jakoś poszło. Dobra, już wystarczy, oddajmy instrument fachowcom. Zmywamy się stamtąd.

 Po drodze łapie mnie Pan Włoch.
- To Ty teraz grałaś?? Brava!!!

Znowu słoneczko zaświeciło. Jak niewiele potrzeba, żeby poczuć się człowiekiem. Jak niewiele potrzeba, by zbliżyć się do drugiego człowieka.

Świetna ta warszawska inicjatywa.

6 października 2017

Wychowanie klasyczne w praktyce

Nie wiem czemu media podniecają się jakimś Ksawerym, ktoś, kto mieszka na wybrzeżu Szwecji ma codziennie jakis orkan ;)

Wczoraj byłam dumna z siebie.

Wieje jak zwykle, do tego padało przez kilka poprzednich dni (oczywiście, przecież to jesień w Szwecji), a tu czwartek. Piłka Kamyczka.

Zaczynam poganiać dziecko do ubierania się w "sprzęty" futbolowe, bo to za pół godziny, na co mąż mówi: "żartujesz?? w taka pogodę?".

Zdębiałam nieco, po chwili myślę, że może ma rację, że przecież pada... nic się nie stanie jak raz opuścimy. Ale widze smutną minkę Kamyczka - i to mnie zmotywowało. Wstyd trochę, że nie wewnętrzna dyscyplina, ale liczy się skutek.

- Nie, jak się ma trening to trzeba iść. Ubierzemy się ciepło i będzie dobrze.

- A co on, jakiś Messi czy co, daj spokój, posiedźcie w domu - odpowiedział mąż.

W przypływie natchnienia odpowiedziałam natychmiast:

- A może to kolejny Messi, skąd wiesz, i właśnie podcinasz mu skrzydła!

A. spojrzał na mnie wilkiem, odburknął tylko "a rób co chcesz, ale jak bedzie chory to Twoja wina".

Trochę mi głupio za szantaż emocjonalny, ale z drugiej strony... przecież o to w tych treningach chodzi. O ćwiczenie charakteru i wytrwałości. O nie szukanie wymówek.

Ubrałam Kamynia w moją dawna bluzkę do biegania (o matko, czy ja naprawdę kiedyś byłam taka szczupła? a może to syn tak wyrósł...?), jego spodnie "pod kombinezon" pod spodenki i rękawiczki.

To był świetny trening, świeciło nawet słońce zza burzowych chmur, a na koniec Kami dostał medal za udział w rozgrywkach ligii dziecięcej.

A po powrocie poćwiczylismy literkę Ł, odrobilismy szwedzkie czytanie i nawet było jeszcze pół godziny bajek.

Padłam z dziećmi o 21:30. Najbardziej to ja zmarzłam na tym treningu, siedzac na ławce.



3 października 2017

Poligamia w Szwecji aka Razem 2

Ograniczam ostatnio szwedzkie wiadomości „alternatywne”. I to nawet nie chodzi o to, że człowiekowi skacze ciśnienie. Ale mam wrażenie, że szwedzki świat jest już tak absurdalny, że prawa logiki stanowią już tylko treść książek do historii.

Każde kolejne doniesienie bije na łopatki poprzednie, w zasadzie pozostaje tylko usiąść wygodnie z popcornem i patrzeć co będzie dalej.

Kilka tygodni temu burzę w mediach spowodowała informacja o panu Syryjczyku, który przyjechał do Szwecji z trzema żonami, 16 dzieci i wszyscy zostali zarejestrowani w tutejszym USC jako rodzina. Każda z pań miała tegoż pana jako męża. A do tego dostali TRZY mieszkania!

Oburzenie pełne.

Ale jak tak pomysleć dłużej... bez emocji... przecież to dalej ta sama lista absurdów Szwecji. Teraz ludzie się oburzają bo pan ma trzy żony na raz, ale jakby miał trzy żony po kolei, albo trzy kobiety w tzw. związku partnerskim i z każdą z nich gromadkę dzieci to byłoby normalnie. Przecież rodziny patchworkowe to chyba wymysł Szwecji właśnie. Pan ma dziecko z jedna panią, ale jest chwilowo mężem innej, z tamtą ma dwójkę, a ta pani miała wcześniej męża i z nim ma inną trójkę, ale jest otwarta na nowe przygody... I to jest normalne, tak?

Ale pan z trzema żonami na raz, gdzie wiadomo kto z kim i kiedy, już nie...

Nie powiem, że poligamia jest czymś normalnym, ale to, co panuje w kwestii obyczajów w Szwecji jest chyba jeszcze bardziej chore. Całe to społeczne oburzenie mnie w zasadzie bawi.

Kiedyś oglądałam głośny szwedzki film Tillsammans (link do recenzji) – co znacza „Razem”. To własnie opowieść o marksistowskim piekle, jakie sobie zgotowała Szwecja. Hipisowska komuna, zero zahamowań, a tu nagle coś nie idzie po linii "umowy społecznej". Niezły film, swoją droga, aczkolwiek tragiczne przesłanie jak dla mnie.
A przecież, to, co się dzieje dzisiaj to tylko kontynuacja! Lukas Moodyson nie musi wymyslać scenariuszy, dyktuje mu je samo życie.

To wszystko podlane jest politycznie poprawnym sosem. Skoro ktoś już tę żonę miał w tej Syrii, to przecież Szwecja nie może teraz nie szanować lokalnych obyczajów, prawda? Skoro miał żonę, która ma 12 lat to też nie wypada protestować, prawda? Tacy nietolerancyjni byśmy byli.

Dalej, kwestie mieszkania. Skoro Szwecja ogłosiła wszem i wobec, że każdy Syryjczyk może liczyć na pobyt stały i azyl, to obowiązują prawa azylowe. Gdyby facet przyjechał z jedną żoną i 16 dzieci, a te z pozotałymi dwoma matkami jako „eks żony” to przecież miałby dokładnie takie same prawa jak w przypadku poligamicznego małżeństwa.

I tu dochodzimy do ostatniej kwestii - oficjalne dokumenty urzędu migracyjnego mówia, że rodzina przyjechała w 2014 z miasta Al Raqqa, stolicy IS. Wtedy zaczęło się tam wyzwalanie miasta z rąk rebeliantów przez wojska rządowe. Ci, którzy w tym czasie uciekali z miasta byli w znacznej wiekszości SYMPATYKAMI PAŃSTWA ISLAMSKIEGO. Dodatkowo, są dowody na to, że pan mąż przez kilka mieszkał z jedną żoną w Arabii Saudyjskiej, o ile pamiętam to do Syrii wrócił po dwie żony i dzieci, po to by pojechać z wszystkimi do Szwecji. A urzędnik imigracyjny nawet zanotował informację, że pan mąz nie był w stanie wskazać jakie konkretnie zagrożenia mają być powodem składania wniosku o azyl.

Prawdziwe oburzenie społeczne – i polityczne – powinno iść w kierunku redefinicji społeczeństwa i powrotu do najlepszego modelu, w dziedzinie społecznej i ekonomicznej. Oznacza to konieczność uprzywilejowania tych, których chcemy (vide małżeństwa wobec związków partnerskich, i to małżeństwa jednego mężczyzny i jednej kobiety), premiowania pracy ponad pasożytnictwo, małych lokalnych firm, które daja ludziom zajęcie i organizaują społeczność, ponad te zcentralizowane... długo by mówić, Chesterton wszystkom juz opisął w swojej doktrynie dystrybucjonizmu, polecam się zapoznać.

Za tym pójdzie łatwe wyjaśnienia kto ma mieć prawo do azylu, a kto nie, kto w związku z tym musi być deportowany (moim zdaniem to własnie ten przypadek), w uściśleniu jakie małżeństwa mogą być zarejestrowane jako legalne, kto ma prawo do socjalnej pomocy...

Kwestie mieszkań, zasiłków, rejestracji tego konkretnego małżeństwa jako poligamiczne lub jako żona i dwóch eks są naprawdę wtórne. Wszystko sprowadza się do chorej wyobraźni kulturowych marksistów, gdzie wszyscy mamy żyć razem, na kupie, żadnych pytań, żadnej „nietolerancji”, żadnych granic, żadnej prywatności i indywidualizmu. Wymazać moralność i chrześcijańskie zasady, wymazać wolność jednostki. Jak się raz wkroczyło na bezdroża cielesności i kategorycznie odrzuciło Boga, nie ma już żadnych granic.

Szwecja właśnie żyje w tym absurdzie, krokodyle łzy w temacie poligamii są doprawdy spóźnione. Płacz nad somalijskimi publikacjami (za pieniądze szwedzkich podatników!) oswajającymi przedszkolaki z tym, że "dziadek ma cztery żony" oraz "babcia to nie żaden duch" brzmi zabawnie  w kraju, który tym samym dzieciom daje książeczki o masturbacji, menstruacji, aborcji i entuzjastycznie zachwala "niestandardowe" konfiguracje rodzinne.

Tylko czy ktokolwiek jest w stanie to dostrzec i zawołać, że "król jest nagi"? 


22 września 2017

Na dzisiaj

No proszę, Słowo Boże jest żywe i skuteczne, zdolne osądzić zamiary i myśli serca... Taka natychmiastowa odpowiedź na moje rozterki, dosłownie paszcza mi opadła, jak mawia Kamyczek.

Pierwsze czytanie w liturgii Słowa na dzisiaj (1 Tm 6, 2c-12):

Tych rzeczy nauczaj i do nich zachęcaj! Jeśli ktoś naucza inaczej i nie trzyma się zdrowych nauk Pana naszego, Jezusa Chrystusa, oraz nauczania zgodnego z pobożnością, to jest nadęty, niczego nie pojmuje, lecz choruje na dociekania i słowne utarczki. Z nich rodzą się: zawiść, kłótliwość, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia, ciągłe spory ludzi o wypaczonym umyśle i pozbawionych prawdy – ludzi, którzy uważają, że pobożność jest źródłem zysku.

Wielkim zaś zyskiem jest pobożność w połączeniu z poprzestawaniem na tym, co się ma. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy z niego wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni. A ci, którzy chcą się bogacić, popadają w pokusę i w zasadzkę diabła oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubie i zatraceniu. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zbłądzili z dala od wiary i sobie samym zadali wiele cierpień.
Ty natomiast, o człowiecze Boży, uciekaj od tego rodzaju rzeczy, a podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością. Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobywaj życie wieczne: do niego zostałeś powołany i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków.



A potem psalm 49:


Nikt przecież nie może samego siebie wykupić *
ani nie uiści Bogu ceny za siebie należnej.
Nazbyt jest kosztowne wyzwolenie duszy †
i nigdy mu na to nie starczy, *
aby żyć wiecznie i nie ulec zagładzie.

Nie martw się, gdy ktoś się wzbogaci, *
gdy wzrośnie zamożność jego domu,
bo kiedy umrze, nic nie weźmie z sobą, *
a jego bogactwo za nim nie pośpieszy.


I chociaż w życiu schlebia sam sobie: *
«Będą cię sławić, że urządziłeś się dobrze»,
iść musi do pokolenia swych przodków, *
do tych, co na wieki nie ujrzą światła.


Bardzo daleko mi od magicznego przypisywania znaczenia przypadkowym wydarzeniom, ale to, że Pan Bóg tak wyraźnie przemówił w dzisiejszej liturgii to jest ważne. Każde słowo Pana jest ważne, ale nie zawsze od razu je rozumiemy. Zdarza się, że czytam a w głowie jeszcze większy galimatias... albo tylko frazesy docierają, nie sedno. A tutaj proszę.

Korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy - mam gdzie mieszkać, ale chcę lepiej. Kole mnie w oczy niesprawiedliwe wzbogacanie się. Daje się nakręcić reportażom, artykułom i ludzkiemu gadaniu. Wszystko ku mojemu zatraceniu.

Jak to dobrze, że na dziś zaplanowałam sobie spowiedź.

21 września 2017

O sposobach ocalenia

Zastanawiałam się czy o tym pisać. Media już piszą, to po co ja.

Ale muszę Wam powiedzieć, że ta niesprawiedliwość mnie strasznie męczy. Wiem, że nie powinna. Wiem, że to o moją duszę chodzi i świństwa innych nie mają na mnie wpływu.

Ale mamy sobie czynić ziemię poddaną, mamy dbać o nasze dzieci uczyć ich sprawiedliwości  - jak zatem nie reagować na oczywiste zło?

Wyobraźcie sobie rynek mieszkaniowy jakiegoś państwa. Ceny z kosmosu, banki nie dają kredytów bez pokaźnego wkładu. A gmina Wrocław kupuje dziesiątki mieszkań po cenie jakiej chce – na nasze podatki. Ale nie dla nas – dla przybyszów zza, powiedzmy oględnie, wschdniej granicy. Którzy dodatkowo dostają tysiace złotych w zapomogach, wiecej niż wielu ludzi daje radę zarobić na miesiąc. A jako wisienka na torcie, wiele z tych darowizn dotyczy poligamicznych rodzin – jeden pan, trzy żony, każda dostaje osobne mieszkanie dla siebie i gromadki swoich dzieci. Pan mieszka z jedną z pań, pozostałe dostają dodatkową zapomogę za „rozłąkowe” – bo mąż nie mieszka w domu. Do tego dochodzą zapomogi na każde dziecko (jest ich w sumie 16), darmowa służba zdrowia i dentysta (!), dopłaty zachęcające do kształcenia... deszcz pieniędzy, jak podają media, dziesiątki tysięcy miesięcznie.

Za dwa lata lokatorów obejmie „prawo zasiedzenia” – taki socjalistyczny wynalazek, żeby ludzie kochali władzę. Przy wynajmie mieszkania od gminy lub innego państwowego podmiotu, po dwóch latach od zamieszkania, przy płaceniu rachunków i braku innych problemów, obejmuje nas prawo do mieszkania tam na zawsze. Właściciel nie ma prawa wypowiedzieć umowy, możemy mieszkać do końca życia.

Ja wiem, że w każdym komunistyczneym kraju dochodzi do patologii, że w Polsce przez wiele lat uprzywilejowana kasta dostawała podobne przywileje, za współpracę z władzą, za donoszenie na kolegów, za różne mniej i bardziej czarne roboty.

Ale tutaj nie ma żadnej czarnej (sic!) roboty. Tu jest jakaś ogromna ignorancja i niekompetencja, chory system, który sam jest patologią. Każdy kolejny budżet przeznacza większą część pieniędzy na zapomogi i "wielokulturowość".

Naturą człowieka jest szukanie dziur w systemach, poligamiści i cwaniacy zawsze się znajdą, trudno się im nawet dziwić. Dają to brać, biją to uciekać, jak się mawiało na podwórku. Ale to urosło do rangi STYLU ŻYCIA, akceptowanego przez władze. Więc społeczeństwo czuje bezsilność i gniew, który się już wylewa uszami. JA czuję bezsilność.

Mieszkania, o których mówię - te z ostatnich wiadomości ze Szwecji - kosztowały po 5 milionów koron każde. Koszty wynajmu pokrywają zapomogi, więc nie będzie problemów z płaceniem czynszu. My pracujemy 80 godzin na tydzień, nie mamy czasu na dzieci L i nie stać nas na mieszkanie czy dom za 5 milionów. Nawet na taki za 3 nie. A jestem – pośrednio – zmuszana do finansowania luksusów dla innych.

Naprawdę walczę, żeby sobie to sobie poukładać w głowie. Nie chcę czuć tej wściekłości, chcę być radosna i pełna optymizmu, przecież mam dostęp do Wody Życia – to przebija wszystkie luksusy tego świata. Ale po ludzku nie potafię.

Ponoć istnieją dwa sposoby na nasze ocalenie. Normalny i cudowny. Cudowny to jest taki, że ludzie w końcu zmądrzeją, wezmą się w garść, zabiorą się do pracy i robienia tego co słuszne. I normalny, czyli Matka Boska znów się nad nami zlituje i nas uratuje.

Oremus!


16 września 2017

An apple a day...

... keeps the doctor away!

Pyszne jabłuszka mamy tego roku. Nie wiem czy to przycinanie jabłonki rok temu? czy może lepsze lato było w tym roku? Faktem jest, że jabłka smakują jak Cortlandy, takie bardziej winne są. Doskonałe!

Codziennie jabłuszko na drogę do pracy, czasem dwa.

Co kilka dni placek. Ach, jak ja lubie odganiać tych konowałów!

Ale chodziła za mną szarlotka babci Dany. Babcia robiła tylko taką szarlotkę, było to ulubione ciasto całej rodziny. Pamiętam jak córka babci, moja ciocia, przyjeżdżała z Berlina w odwiedziny. Na każde powitanie musiała być szarlotka. Mięsiste ciasto (żadne kruszenie się i jedzenie widelczykami!) i mokre jabłuszka w środku.




Pech chciał, że nie miałam przepisu. Ale pamiętałam, że ciasto musi być półkruche... Podjęłam zatem próbę wymyślenia przepisu :)

Znalazłam w internecie "szarlotkę klasyczną", jednakże ciasto było kruche. No nie, nie może się łamać - ma być miękkie, sklejone z jabłkami, ale nie biszkoptowe.

I wymyśliłam!!! To znaczy jakoś się udało i teraz mam. Podzielę się - gorąco polecam. Dzisiaj druga próba, tym razem wersja B górnej warstwy.

Składniki:
ok. 2,5 szkl mąki (może zabrać więcej, zależy od wielkości jajek i szklanek ;) )
3 żółtka
150 g masła/margaryny
0,5 szk cukru
kopiasta lyżeczka proszku do pieczenia
2 kopiaste łyżki śmietany (dałam 15%)
szczypta soli

1. Ciasto wyrobić na gładką masę - wszystkie składniki połączyć i wyrabiać. Ma mieć konsystencję świeżej ciastoliny.

2. Włożyć do lodówki, w tym czasie robić jabłka. Obierać, ucierać. Nie wiem ile, ale myślę, że 2 kg średnich jabłek zejdzie. Dodać cukru (do smaku - w zależności od slodkości jabłek oraz gustu), łyżeczkę cynamonu jeśli ktoś lubi. Na końcu odlać sok, który się zgromadzi.

3. Blachę (ok 25 x 30 cm) wysmarowac masłem, obsypać mąką. Na dnie rozłożyć połowę ciasta. Potem posypać lekko bułka tartą. Nałożyć jabłka. Na wierzch rozwałkowaną drugą część ciasta lub tę drugą część utrzeć na tarce. Jeśli wybierzemy wariant rozwałkowanej warstwy koniecznie podziubac widelcem i pomaziać białkiem, jeśli wersję B - lepiej zrobić dolną warstwę grubszą (2/3 ciasta), a górną, tartą, cieńszą.

4. Włożyć do nagrzanego piekarnika (ok 180C), piec w tej temperaturze ok 30 min (na termoobiegu), potem obniżyć do 150 (lub przełączyć na grzałki góra-dół) i jeszcze piec 45-60  min. Długość pieczenia zależy od ilości jabłek - wilgoć musi odparować.

Gorące ciasto wyjąć z pieca, studzić pod ściereczką. Najlepsze jest nastepnego dnia, po przestygnięciu i "przegryzieniu się", także opłaca się piec późnym wieczorem :)

- mamo, daj trochę!
Jak ta babcia kładła górną warstwę w jednym kawałku...? Ech, te nasze zdolne babcie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...