Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islam. Pokaż wszystkie posty

21 listopada 2015

Łyżka dziegciu

Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka i oczywiście zeszło na temat wojny w Syrii. Chciała pokazać mi niedawno oglądany filmik, ale w pierwszej chwili odmówiłam. Nie dlatego, że nie chcę przyjąć do wiadomości pewnych faktów. Wręcz przeciwnie - znam je dobrze, czytam o nich sporo, ale niekoniecznie chce się nakręcać oglądaniem morderstw... Inna rzecz, że youtube to broń obosieczna - część materiałów tam ładowanych to zwykła propaganda, a zatem strata mojego czasu.

Ten filmik jest jedt inny. Po pierwsze to reportaż Witolda Gadowskiego. Marka sama w sobie. Po drugie rozprowadza go kanał Radia Maryja, dla mnie wiarygodne medium. Można nie zgadzać się z wartościami stacji, ale - moim zdaniem - nie można odmówić jej uczciwości. Podobny materiał na TVN zignorowałabym.

Polecam obejrzeć w całości.


A teraz spojler czyli mój komentacz. 

Co mnie uderzyło w tym filmie. Jakby wyciąć wszystkie arabskie wstawki i cytaty z Koranu, tudzież wezwania do zabijania niewiernych to mamy przed sobą bardzo pokornego i bogobojnego człowieka. Takiego ewangelicznego bogatego młodzieńca, który sprzedał wszystko i poszedł za Jezusem. Człowieka, dla którego jego Pan jest ważniejszy niż jego własne ego, który wie, że nasze ziemskie życie to tylko pielgrzymka do wieczności. Człowieka, który realizuje wezwanie do świętości kosztem pokus i wbrew przeciwnościom. Jak zakonnik, który porzuca uroki tego świata i idzie do wspólnoty podobnych sobie żebraków - nie ma nic, żadnych dóbr materialnych a jego los zależy od przełożonego...
Istny wzór dla nas chrześcijan, zajętych ziemskimi sprawami do bólu.

I na tym podobieństwa się kończą. Różnicę stanowi ta druga połowa jego wypowiedzi - ta arabska.

Ktoś kiedyś powiedział (a dokładnie: Jean Alcader, w słynnym już artykule we Frondzie), że islam nie jest żadną nową religią. To zniekształcenie chrześcijaństwa i judaizmu. W początkowych latach jego istnienia sam Mahomet uznawał się ponoć za reformatora chrześcijaństwa...

Pierwszym kluczem do zrozumienia islamu jest dotarcie do jego korzeni. Islam wywodzi się z sekty, herezji judeo-chrześcijańskiej pierwszych wieków - ebionitów (z greckiego) lub nazarejczyków (z hebrajskiego) lub jeszcze inaczej judeonazarejczyków. Sama nazwa nie jest tu istotna, wiadomo, że dotyczy tej samej sekty.

Ebionici (nazarejczycy) uważali się z jednej strony za żydów, gdyż dokładnie przejęli ich tradycje, lecz w rzeczywistości nimi nie byli, ponieważ uznawali Jezusa jako proroka, którego żydzi odrzucili. Z drugiej strony uważali się również za chrześcijan, gdyż uznawali Jezusa za proroka, niestety nie mogli nimi być, ponieważ odrzucali Jego bóstwo. Św. Hieronim w korespondencji ze św. Augustynem napisał: „Uważają się za żydów i chrześcijan, ale w rzeczywistości nie są ani jednymi, ani drugimi”.

Trzeba podkreślić, że w Koranie bardzo często jest mowa o nazarejczykach jako o przyjaciołach i przodkach muzułmanów, co m.in. wskazuje, że islam wywodzi się właśnie z tej sekty.
W tym wywiadzie uderzyło mnie czym byłaby religijność bez Chrystusa - oko za oko, ząb za ząb! I to w najgorszych możliwych mutacjach, wszach muzułmanie mordują chrześcijan tylko dlatego, że "chrześcijanin" Obama (cudzysłów zamierzony) zaatakował muzułmanów! Przecież judaistyczna zasada głosiła wymierzenie kary sprawcy czynu, a nie komuś innemu z jego plemienia.

Jak widać łyżka dziegciu - odrobina fałszu - psuje całe ciasto. Wystarczy, że odrzuci się Chrystusa a chce realizować Prawo judaizmu, a człowiek staje się niebezpiecznym ekstremistą. Takim świętym Pawłem sprzed Damaszku.

A dlaczego nie wszyscy muzułmanie są tacy? Bo nie przestrzegają zasad swojej religii w takim stopniu jak ten młody człowiek. Mosab Hassan Yousef, czyli Syn Hamasu, też miał takie doświadczenie - większość "umarkowanych muzułmanów" to ludzie, którzy są tak naprawdę "złymi muzułmanami": nie przestrzegają zasad prawa szaria, nie wierzą tak głęboko, jak bohater reportażu, ich wzorem nie jest Mahomet. Bo często są lepszymi ludźmi niż on był, i przymuszeni do wejścia na jego drogę odwracają się od religii swoich przodków.

Jednocześnie rodzi sie refleksja. Jak wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że nasze pojmowanie miłosierdzia i miłości jest zakorzenione w ofierze Chrystusa! Nie ma żadnych europejskich wartości bez Niego.

19 sierpnia 2013

Serce upomina mnie nawet nocą...

To psalm z niedawnego czytania... ach, jak pięknie brzmiał wymówiony w środku nocy naprzeciwko mojej Maryi niosącej Ducha Świetego. Dosłownie ciary mnie przeszły jak odkryłam skarb na ten dzień.
Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się do Ciebie,
mówię do Pana: „Tyś jest Panem moim,
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza”.
Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.
Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.


Od niedawna mamy tę ikonę. Staram się codziennie spędzić z nią czas. Nie da się inaczej, bo ona wzywa...

W jakiś tajemniczy sposób modlitwa jest inna gdy się zapali świeczkę i uklęknie przed ikoną... postawi Pana przed oczy...

Całe ciało się wtedy modli. I tak naturalnie przychodzi wtedy na usta modlitwa Jezusowa.

Ponoć muzułmanie też mają swój kult Maryi (proboszcz z Rosengardu mówi, że co chwila jakaś muzułmanka przychodzi i do figury Maryi... że to chyba te, błagające o płodność przychodzą... i że on zawsze troche się boi, czy ta kobieta nie ma na sobie jakiegoś pasa z bombami... ot, proza życia w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy Skandynawii...). Choć Amir na pewno nie otacza Maryi kultem. Tak naprawdę to myślę, że on zaledwie toleruje ten mój świety obraz.

Ale ja wierzę, że to nie jest zwykłe tolerowanie tylko łaska Ducha Świetego właśnie :)

3 lutego 2013

W dwóch kulturach

Wczoraj zadzwoniła do nas Chala (czyli ciotka ze strony mamy). Amir mówi, że pytała jak to jest żyć w dwóch kulturach, że zawsze ją ciekawiło jak to możliwe...

Popatrzyliśmy po sobie i zaśmialiśmy się.

Żaden problem, ciociu! Mamy dwa komputery, dwa telewizory, dwa samochody, dwa łóżka, dwie półki w lodówce ;) W dzisiejszych czasach to nie takie trudne...

A tak na serio to zbierałam się trochę do napisania czegoś o naszej pakistańsko-polskiej codzienności.

Niedawno napotkałam przypadkiem całą grupę Polek-żon-Pakistańczyków. Jest nas całkiem sporo i mamy swoją fejsbukową grupę dyskusyjną... zamkniętą, oczywiście, może wejść tylko żona Pakistańczyka i nie wolno wynosić żadnych niusów na zewnątrz. Amir strasznie polewał jak mu o tym powiedziałam kilka miesiecy temu, ale teraz chyba szczerze nienawidzi tej grupy, bo za dużo czasu spędzam na plotkowaniu... może powinien założyć grupę dla mężów Polek, i będą rozmawiać o sposobach nauczenia żony jak klepać roti* i nosić dupattę**.

Jednym z tematów forumowych plotek są zwyczaje naszych mężów, jakżeby inaczej. Niektóre zauważamy od razu w pierwszym kontakcie z Pakistańczykiem, niektóre dopiero przy wspólnym życiu, niektóre nas bawią, ale niektóre nieźle irytują, zwłaszcza jak zdamy sobie sprawę, że to nie minie... Mamy dość sporo wspólnych obserwacji, ale lista poniżej to moje własne ... hmmm ... CIEKAWOSTKI naszego domu:

1. Na pierwszym miejscu trzeba wymienić "skarpetki w butach". Otóż każdy Pakistańczyk, a może nawet Azjata, ale tego nie wiem, mam tylko Pakistańczyków tutaj, przy wejściu do domu zdejmuje buty i ... skarpetki. Zwija je w kłębek i wkłada do butów.
Potem wkłada klapki domowe, zwane "chapals".



Nie wiemy dokładnie o co chodzi z tymi skarpetkami (czy mu gorąco, czy śmierdzą, czy niewygodne...), ale jest to druga natura wszystkich Pakistańczyków o jakich słyszałam.

Co więcej, uświadomiłam sobie niedawno, że moje własne dziecko też zostaje małym Pakistańczykiem! Przyszliśmy do domu ze sklepu, zdjął kurtkę, buty, poszedł do pokoju... po chwili: "o nie, zapomniałem zdjąć skarpetki!" ... po czym zdjął i rzucił na podłogę w przedpokoju...

Ostatnio przyuważyłam kłebuszki w butach Kamyczka... hmmm.....



2. Dywan. Amir nie wejdzie na dywan w kapciach... W salonie mamy taki sobie dywanik (żaden pers, żeby nie było), a on zawsze jak idzie siąść na kanapę to kapcie zdejmuje przed dywanem! I jeszcze potrafi mnie ofuknąć, że ja włażę na dywan w moich, albo zsuwa moje kapcie z wyrazistą miną i wymownym sapnięciem... .
Ponoć w Pakistanie do pokojów nie wchodzi się w butach tylko na bosaka... że błoto z klepiska...? Że krowie łajno z podwórza...? Kto ich tam wie.
A jeszcze czytałam, że na łazienkę miewają osobne "chapals" (ale tego akurat u nas w domu nie ma).

 Ja często chodze w ogóle na bosaka, mamy ciepło i jakoś tak nie trzeba tych butów ciągle wkładać przy schodzeniu z kanapy/dywanu...



3. Lewa ręka. "Niech nie wie lewa ręka co czyni prawa..." U Pakistańczyków prawie tak samo tylko odwrotnie i z trochę innego powodu... Otóż lewa ręka jest nieczysta. Rytualnie, nie dosłownie.

Amira nauczono trzymać widelec w prawej ręce, a nóż w lewej. Pomimo tego, że jest praworęczny. To ponoć muzułmański zwyczaj, że niby lewa ręka służy do podmywania się. Trochę to zrozumiałe, jeśli uświadomimy sobie, że sporo posiłków spożywa się rękoma (chlebek roti trzymamy w palcach prawej ręki i nakładamy jedzonko do buzi), zakładając, oczywiście, że ludzie rzeczywiście używają lewych rąk do mycia. Ale w przypadku jedzenia sztućcami jakoś gubię to połączenie.



Ponoć zdarza się, że oducza się leworęczne dzieci posługiwania tą ręką do jedzenia, nie wiem czy pisania też.

Dzieci Amira nauczone obsługiwania sztućców według powyższego klucza. Ja mam plany uczyć Kamyczka według jego naturalnych predyspozycji. A te póki co wskazują, że będzie leworęczny...

4. Muzyka i film. Z tym komputerem powyżej to trochę żart, ale trochę nie. Nieraz zdarza się nam spędzać wieczór przy różnych filmach. Ja zapuszczę sobie "Na dobre i na złe", a Amir jakiś pakistański chłam (on naprawdę ogląda filmy Bollywood, chociaż nie tylko te...). A jak się potrafi zachwycać pakistańskim śpiewem! Zamyka oczy, unosi ramiona, potrząsa na boki głową i "mindblowing! mindblowing!"... a ja siedzę jak głaz... no bo mam powiedzieć...  zastanawiam się czy taki Pakistańczyk kiedykolwiek wzruszy się przy balladach Okudżawy...


to jego ulubiona osattnio seria, całkiem niezły cykl Coke Studio Pakistan... ale ten ich "klasyczny" styl śpiewu jednak nie dla mnie...

5. Różne kultury jedzenia. Jemy po pakistańsku, polsku, włosku, czasem szwedzku, czasem arabsku (kebab :) )... ale chodzi mi raczej o to, że mamy różne wizje zawartości i obfitości posiłków. Na śniadanie Amir najchętniej jadłby dużo i tłusto, moga być resztki z kolacji... jak chyba wszyscy azjaci, ponoć Kazachowie też tak jadają. Ja natomiast zadowoliłabym się kawką z tostem (albo kawałkiem ciasta), czyli raczej po włosku... Musli z jogurtem to też dobre śniadanie dla mnie.

Ale potem zrobię się głodna o 11 a Amir będzie najedzony do 13... ciężko też serwować taki bufet jak siadamy do stołu we dwójkę, no a poza tym zapach mięsa gryzie mi się ze śródziemnomorskim śniadaniem...

Toteż przeważnie jem jajka (omlet) i taki chlebek jak Amir. Amir dodatkowo podgrzewa wczorajszy salan*** i musi to zjeść z czajem****. A po śniadaniu piję kawkę i zagryzam małym słodkim conieco...


Na obiad chętnie wrzucę knedle ze śliwkami, a Amir pyta: "A gdzie obiad?"...

Na kolację wystaczyłaby mi kanapka i herbata, ale Amir lubi kolację na ciepło. Toteż zawsze gotujemy.

6. Gadżetomania. Nie wiem czy to męskie, czy pakistańskie, ale obstawiam, że połączenie tych dwóch to zabójcza kombinacja... Mój mąż uwielbia wszelakie gadżety z telefonem (swego czasu iPhonem) i GPS na czele. Pakistańczyk-Na-Zachodzie nie może nie mieć nowoczesnych zabawek! Pamiętam jak bardzo usiłował namówić mnie na iPhona (mielibyśmy cośtam taniej jeśli w pakiecie rodzinnym), nawet przez chwilę uległam, ale zobaczyłam to cacko i powiedziałam, żeby oddał. Moja polska karta SIM nie wejdzie, telefon z SIM-lockiem na dwa lata a ja używam telefonu do telefonowania i wysyłania sms-ów. "Zwykły telefon" mi w zupełności wystarcza.



Kamyczek bardzo polubił telefony dzieki Amirowi i pakistańskiemu rodzeństwu (tu się jeszcze nakłada efekt "nastolatkowości"), do tego stopnia, że już nie chce, żeby mu śpiewać, tylko "puścić na telefonie, mama!"

Jakie to przykre!!!

7. Piżama. Pakistańczyk nie zna czegoś takiego jak piżama. Po przyjściu "z dworu" zmieniamy ubrania na "podomki" (stare dresy, tudzież nowe dresy, luźne koszulki... słowem: pełna wygoda), czasem przy tej zmianie bierze się prysznic. I tak chodzimy po domu do wieczora. Potem idziemy myć zęby (i zmywać makijaż). Potem idziemy spać.

Pakistańczyk idzie tak jak stoi, w tej podomce, Polka przebiera się w koszulę nocną/piżamkę... (jak nie było prysznica to wtedy bierze... :P )

Z Kamyczkiem różnie bywa, jak Amir go "zwinie" zanim zdążę "obrobić" (prysznic, zęby, przebrać do spania) to idzie spać tak jak stoi.


Ten ostatni zwyczaj to jest jedyny, który mnie naprawdę potrafi zirytować (czasem Kami zasypia z resztką czekolady na buzi). Pocieszam się, że mieszkamy w Szwecji i człowiek się tu jakby mniej poci. Po każdym treningu Amir bierze prysznic, więc codziennie jest czysty. Tyle, że dziecko nie trenuje jeszcze niczego i chciałabym, żeby szedł spać jak "prawdziwy Polak"... z umytymi zębami, piżamce i zawsze według tego samego schematu. Z czytaniem bajki przed snem a nie piosenką z tatusia telefonu... (patrz pkt. 6)

Ale musiałabym to robić sama a czasem akurat chcę zrobić coś innego... na przykład napisać post na blog!

***

Podsumowując: życie w dwóch kulturach wymaga dwóch komputerów, dużego luzu na schematy i stereotypy oraz ogromnej cierpliwości.

Ale jak mówi święty Paweł, w czytaniu na dzisiaj (!): "miłość cierpliwa jest, łaskawa jest... nie szuka swego"




* pakistański chlebek, tu pisałam więcej
** element tradycyjnej pakistańskiej odzieży, rodzaj długiego i szerokiego szala, noszony na ramionach, głowie i w ogóle różnie, ale nie wiem dokładnie jak, bo NIE NOSZĘ
*** salan - "potrawka" albo gulasz - czyli pakistańskie jedzenie serwowane a ryżem albo chlebem, o dowolnych porach i dowolnym składzie (nie tylko mięsne)
**** herbata pakistańska, gotowana z mlekiem (nie nazywam tego herbatą z mlekiem, bo proces przygotowania jest inny a zatem i smak)

15 października 2012

A tymczasem w Pakistanie...

...odbywają się demonstracje i walka sił. Zadzwonili do nas w sobotę z Pakistanu z pytaniem czy słyszeliśmy o tym. W Rabwah nie słyszeli za bardzo, ale ciotka z Peshawaru zadzwoniła do nich i impowiedziała. Peshawar leży bliżej Afganistanu, całkiem blisko powiedziałabym nawet.

Otóż kilka dni temu 14-letnia dzieczynka z ternów SWAT (region przy granicy z Afganistanem) została zaatakowana przez talibów. Nie była to przypadkowa ofiara ich "statutowej działalności", ona była celem.

Ludność Pakistanu i całego świata głośno protestuje, media dostały szału, talibowie jeszcze wiekszego (ponoć grożą kolejnymi zamachami). Nie chcę tu wyrażać swoich słów oburzenia (to nie wymaga komentarza przecież), bo nie po to podjęłam temat. Chciałabym napisać o tym trochę z innej strony, podzielić sie swoimi świeżymi odkryciami.

Co mogą chcieć potężni i światli członkowie wpływowej organizacji od nastolatki ledwo umiejącej czytać i pisać...? Otóż dziewczynka zaczęła stanowić dla nich ZAGROŻENIE.

Jak taki cichy głos może cokolwiek znaczyć...? Podświadomie każdy z nas czuje, że przecież nie może, że propaganda jest tak silna, że jedna smarkula nic nie zdziała. Że paranoją jest myśleć, że opinie innych stanowią dla kogoś kwestię życia lub śmierci...

Otóż tak, to jest jedna wielka grupowa paranoja. W psychiatrycznym sensie tego słowa. Trafiłam niedawno na niesamowicie interesujący artykuł o apostazji w islamie, i on wspaniale wyjaśnia te właśnie mechamizmy. Autor, który jest arabistą i politologiem, odwołuje się do wielu źródeł, w tym publikacji samych muzułmanów na ten temat. Podkreśla, że to nie religia jest powodem takich zachowań, ale rzeczywistość grupowego narcyzmu, któremu religia tylko pomaga. Zacytuję fragment, podkreślenia w artykule moje. Zachęcam do lektury.

(Przy okazji czytania artykułu składam wyrazy szacunku Geertowi Hofstede, na którego tez powołuje się autor - moją pracę magisterską oparłam na teorii tego pana :) ironia losu czy moje przeznaczenie do wielokulturowości...?)
W początkach kształtowania się islamu odejście od wiary stanowiło bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa całej społeczności, dlatego zrównanie apostazji z dezercją i karanie obu śmiercią miało swoje istotne uzasadnienie. Jednak współcześnie wartość praktyczna kary śmierci za porzucenie wiary w zasadzie niemal zanikła. Muszą więc istnieć jakieś inne, pozaracjonalne powody, dla których tak surowe traktowanie współwyznawców utrzymuje się w całym niemal świecie muzułmańskim.
(...) 
Odmienność zachowania, ubioru, przekonań - wszystko to podważa sens wiary i stanowi zagrożenie dla poczucia własnej tożsamości. Konstatacja ta dotyczy zwłaszcza kultur charakteryzujących się wysokim poziomem unikania niepewności, który pozytywnie koreluje z tradycjonalizmem w podejściu do ról społecznych, lękiem przed sytuacjami dwuznacznymi, wiarą w ciągłe zewnętrzne zagrożenie, rytualizacją zachowań społecznych, monopolizacją prawdy, a także z myśleniem magicznym mającym tendencję do przechodzenia w stany paranoidalne, które objawiają się przede wszystkim myśleniem w kategoriach spiskowych. (...) nie jest przypadkiem, że akurat na obszarze Bliskiego Wschodu, a więc tam, gdzie dominuje islam, ten paranoiczny styl myślenia jest szczególnie rozpowszechniony. Składa się na niego przede wszystkim wiara w istnienie perfidnego wroga i wielkiego, wszechobejmującego spisku, który ma zniszczyć unikalny styl życia tych, którzy odrzucają zepsucie moralne Zachodu oraz ich prawo do decydowania o własnych losach. Nie może zatem dziwić, że w jednostkach wychowanych w atmosferze wszechobecnego spisku wytwarza się - jak to określa psychiatra Antoni Kępiński - ,,pogotowie urojeniowe'', czyli stała gotowość do reagowania nastawieniem urojeniowym na sytuacje emocjonalnie trudne. To właśnie ta stała postawa obronno-zaczepna wobec świata społecznego tworzy fasadę urojeniową, pod którą kryje się lęk idący w parze z agresją. A ponieważ paranoik czuje się stale zagrożony, więc jedyną obroną przed poczuciem poznawczej i emocjonalnej niepewności jest ,,droga prawdy''. Stąd zapał, z jakim jednostki przesiąknięte atmosferą zagrożenia i bezsilności poświęcają się Wielkiej i Jedynie Słusznej Idei, dla której gotowi są znosić największe poniżenia, a która dostarcza jednocześnie systemu wartości usprawiedliwiającego agresję w stosunku do tych, którzy tych wartości nie zaakceptowali. System taki musi być nienaruszalny, stabilny i niezmienny, bowiem tylko twarde trzymanie się celu i zasad chroni przed psychiczną dezintegracją. To właśnie ten lęk przed dezintegracją wymusza zwarcie szeregów, czyli, jak to określa Kępiński, ,,hiperintegrację'', a więc bezwzględne oddanie się we władanie jednej niepodważalnej ideologii i podporządkowanie jej całego życia. Na poziomie społecznym hiperintegracja wiąże się z daleko posuniętą kazuistyką w zakresie rozwiązań prawnych, represjami wobec mniejszości, penalizacją zachowań dewiacyjnych, ostrym przeciwstawieniem wiedzy elit ignorancji mas i autorytaryzmem społecznym. I nie przypadkiem charakterystyka ta odpowiada rysom psychologicznym, jakie dają się wyróżnić w przypadku osobowości autorytarnej: uległości wobec autorytetów, sztywności rozumowania, wartościowaniu w kategoriach ,,wszystko albo nic'', silnym uprzedzeniom do wszystkiego, co odmienne, konserwatyzmowi przekonań religijnych.
(...)
Russell wskazywał na to, że najważniejszym problemem dla istnienia [takiego] społeczeństwa jest umiejętne zharmonizowanie dwóch elementów: kontroli kolektywu nad jednostkami (by chronić społeczeństwo przed anarchią) oraz inicjatywy indywidualnej (która jako jedyna może zapewnić rozwój tego społeczeństwa). Islam rozwiązuje ten problem w typowo dogmatyczny sposób. Tworzy relacje podporządkowania i wikła jednostkę w sieć zależności przymuszając ją, by upodobniła się maksymalnie do innych członków wspólnoty.
To właśnie ta wewnętrzna logika islamu z jej ideałem jedności (jeden Bóg, jedna wspólnota, jeden język, jeden sposób życia) wymaga (pod)porządkowania, ujednolicania i wchłaniania tego, co budzi poznawczą i emocjonalną niepewność, a jednocześnie odrzucania tego, co odmienne. Jest przy tym symptomatyczne, że taki rodzaj monomanii jest charakterystycznym rysem pewnego typu fanatyków - a fanatyzm jest charakterystyczną cechą narcyzmu grupowego. (...) W psychiatrii mówi się w takich przypadkach o typach schizoidnych z cechami paranoidalnymi - cechuje ich podejrzliwość, nieufność, drażliwość, obraźliwość, skłonność do samowoli, despotyzm, egoizm.
Teraz już wiemy czym są ataki talibów i terrorystów. Hiperintegracją grupy, stworzonej sposób nienaturalny (naturalne więzi mają naturalną integrację), o cechach narcystycznych, która objawia się przez paranoję i urojenia. Przypadek kliniczny.

Takie grupy istnieją nie tylko w świecie muzułmańskim, pamiętacie zbiorowe samobójstwa członków sekty Moona (czy jak mu tam było) i sektę scjentologów...? Każde wyłamanie się z grupy zagraża jej istnieniu. Zastanawiam się czy średniowieczne polowanie na czarownice nie było sygnałem tej samej choroby w Kościele. Ale nie mam dość wiedzy na ten temat, żeby wyciągać wnioski, nie umiem porównać skali tamtego zjawiska z tysiącami pomordowanych za apostazję.

Jedno jest pewne: tu i teraz kocham Kościół i chrześcijaństwo. Za "kochaj i rób co chcesz" św. Augustyna, za całkowitą wolność.
Można "wejść" i "wyjść", nic nie jest "z automatu".
Można śpiewać i można milczeć.
Można po polsku i można po arabsku.
Można charyzmatycznie i kontemplacyjnie.

Nikt nie ma paranoi z powodu moich poglądów. Nie zostanę postrzelona przez lokalnego proboszcza choćbym nie wiem co powiedziała o jego religii...

Niech Bóg ma w opiece Pakistan i wszystkie miejsca objęte paranoją narcyzów.

20 maja 2011

Niewierny

Mój mąż wziął sobie do serca moje narzekania na jego gust filmowy (i mój fizyczny wstręt do filmów z przemocą*) i zaczyna wyszukiwać ciekawe filmy.
Ostatnio wpadł nam w ręce 'Niewierny' (tyt. oryginału 'Infidel'). Bardzo zabawna komedia, niemal na poziomie 'East is East', przypominająca lekko polski 'Cud purymowy'.
Problem głównego bohatera jest podobny to tego naszego - otóż główny bohater antysemita dowiaduje się, że tak naprawdę jest żydem... w polskim filmie chodzi o spadek, tutaj o muzułmanina niepogodzonego z własną tożsamością, ale w efekcie chodzi jednak o to samo.
Rozwiązanie filmu jest zupełnie różne w obu filmach, inny też panuje klimat. Nie ukrywam, że zdecydowanie wolę nasz 'Cud purymowy', aczkolwiek ta komedia dała i mi, i mojemu mężowi sporo zabawy.

Przyznam, że było kilka mało śmiesznych gagów (w stylu amerykańskich komedii), ale było też sporo naprawdę dobrych. Całość dopina gra głównego bohatera, który ponoć jest komikiem brytyjskim. Doprawdy, przednia zabawa.

Ciekawe, czy film jest w ogóle znany w Polsce. Jak nie to chętnie pożyczę :)



* o tym też kiedyś napiszę... ku mojemu wilekiemu zdziwieniu przeczytałam, że to zjawisko ma swoją nazwę w psychologii, nie jest to wcale zwykłe bycie strachajłą... ot co!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...