9 lat temu zostałam mamą.
Nie miałam świadomości co to oznacza, cieszyłam się ślicznym małym dzieciątkiem, które tak ufnie przytulało się do mnie. Cierpiałam zmęczenie i niedospanie.
Znajomi mówili "małe dzieci mały kłopot, duże dzieci - duży". Zawsze mnie denerwowało to powiedzenie, jak to kłopot. Rodzice zawsze się martwią o dzieci, dlatego są rodzicami.
Teraz mój kłopot ma 9 lat i zaczynam rozumieć.
Niedospanie to pikuś przy nieustannie trawiącym mnie teraz strachu o język polski dziecka. O zakorzenienie w nim wiary i tradycji. O ogólnie pojętą edukację. Uświadamiasz sobie jak długofalowe to projekty i jak mizerne Twoje wysiłki w ich skali. Do tego już widzisz oczyma wyobraźni przyszłe problemy ze szkołą, pracą czy wiarą, już słyszysz ich bezczelne odzywki do rodziców...
Ale przecież kropla drąży skałę.
No i wierzę, że działa łaska Boża, ta wlana na chrzcie świętym. Ale także ta wypraszana każdego dnia, często na kolanach i ze łzami w oczach. Bo dziś znowu zawaliliśmy mszę świętą. Bo dziś nie udało się uniknąć bójki między chłopcami, tudzież wyzywania od głupków. Bo znowu puściły mi nerwy i zbeształam towarzystwo.
Największym kłopotem jest utrzymanie siły i cierpliwości, nie tracąc zaufania do Najwyższego. Który przecież obiecał nosić nasze ciężary.
I nagle po takim pochmurnym dniu przychodzi słońce - mój dziewięciolatek bez żadnej zachęty pomagał przy robieniu ciast, pierogów a wczoraj sam upanierował i usmażył wszystkie kotlety a'la schabowe oraz zrobił sałatkę. "Mamo, już umiem sześć potraw zrobić! Kanapki, tosty, jajko na dwa sposoby, ugotować i usmażyć parówki, sałatkę oraz KOTLETY!".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodzinki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodzinki. Pokaż wszystkie posty
25 lutego 2019
19 listopada 2017
Tort bezowy
Kolejne
osiemnaste urodziny za mną. W tym roku wyjątkowo świętowałam, nie dlatego, że
jest co, ale dlatego, że było z kim – a data to tylko pretekst J
Najpierw pojechaliśmy
do Polski na wszystkich świętych i tam moglismy się spotkać z rodziną i
przyjaciółmi przy jednym stole. A potem "szwedzkie" przyjaciółki przyszły do mnie.
Pierwsze spotkanie
natchnęło mnie kulinarnie – tort, przygorowany przez dziewczyny z Oliwierkowa
był tak pyszny, że chciałam zrobić taki sam tu w Szwecji.
Poszukałam przepisów,
poeksperymentowałam i wyszło. Palce lizac. Teraz każdy chce MÓJ PRZEPIS. Punkt
pierwszy powinien brzmieć wyjmij nieopisane zamrożone białka z zamrażarki i
zgadnij ich ilość. Na moje oko to było 7 białek ;) a zatem tego się trzymajmy. Napiszę przepis, zeby zostało dla potomności.
1. Ubij na
sztywno 7 białek, na koniec dodaj 1,5 szkl cukru.
2. Wymieszaj z 2
łyżkami mąki ziemniaczanej.
3. Narysuj 3 kręgi
o średnicy ok 24 cm. Ja zrobiłam większe i uważam, że bezy mogłyby być ciut
wyższe.
4. Piecz/susz w
piekarniku: przez pierwsze 15 min w temp. ok 160C, potem obniżyc do 140C i
suszyć jeszcze ok. 1,5 godz. Suszyć przy uchylonych drzwiczkach.
Krem:
2 op. serka mascarpone
(500 g)
5 dl śmietanki
kremówki 36%
3-4 łyżki cukru
pudru
1. Ubij serek
marscarpone
2. Osobno ubij
śmietankę na sztywno
3. Połącz,
delitatnie wymieszaj i dodaj cukier puder.
Nakładaj na blaty
bezowe, na każdą wartswę nałóż owoce (ja miałam borówki), na wierzch posmaruj
resztą kremu i nałóż owoce (ja użyłam malin).
Tort to taka
bardziej praktyczna wersja Pavlovej, można dać świeczki na wierzch i takie tam
urodzinowe gadżety. Ja dałam maliny, zby było biało-czerwono bo świętowalismy
te moje urodziny z lekkim poślizgiem i wypadło to 11 listopada.
Tort Oliwerkowa
miał owoce leśne wmiksowane w krem, także krem był różowy a owoce były tylko na
wierzchu. Też można!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
