Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

13 września 2019

Niebieski!

Wczoraj w sklepie muzycznym.

Od kilku dni woziłam gitarę w samochodzie, bo nie znajdowałam czasu na pojechanie do muzycznego. W końcu udało się po szkole syna, więc był ze mną. Załatwiliśmy sprawę z gitarą, pan był super pomocny i miły. Teraz czas na relaksik - idziemy na oddziały z perkusjami, pianinami i ukulele, dziecko ciekawe świata. Sama zresztą lubię pobuszowac w sklepie muzucznym.

W końcu zobaczył harmonijki. Oczy mu się zaświeciły i przypomniał sobie, że od dawna marzył.

No to wybieramy. Mają różne kolory, to takie modele pod dzieci.

Nasz pan od gitary obsłużył innych i wraca do nas. A my sobie gadamy po polsku, drogą eliminacji zostały dwa kolory:

- To jaki chcesz kolor, Kami, czerwony czy niebieski?

Kami myśli... i myśli... szwedzki sprzedawca się wtrąca i mówi po polsku:

- NIEBIESKI.

I dodaje, już po angielsku:

- Tak jak drugie pole na torze żużlowym.

Oniemiałam na chwilę. Ale natychmiast sprostowałam:

- No chyba,  że mamy mecz ligowy.

Pan się zaśmiał i zgodził ze mną. Dużo tych meczy ligowych ostatnio oglądam, jest z czego być dumnym. No i czasem łezka się zakręci na widok Olimpijskiego...

Natychmiast dodałam, żeby wiedział, kto tu rządzi:

- Sparta Wrocław!!!!

A pan na to:

- Tak, wiem, jedzie w finale z Unią Leszno. Powodzenia!

Teraz po prostu zbaraniałam. Szwed zna polską ligę! Najwyraźniej też ma polski Canal+ bo zna kolory kasków po polsku :)

Chwile  porozmawialiśmy. Pan Jonas oczywiście wiedział także, że Bartosz Zmarzlik jest kandydatem na zwycięzcę cyklu Grand Prix.

Potem się okazało, że zna mojego kolegę z pracy, Konrada, który jest byłym zawodnikiem i kiedyś jeździł w Włókniarzu (NB niesamowicie fajny kolega z niego, Polak pełną gębą ale urodzony w Szwecji, bezcenna skarbnica wiedzy o szwedzkim systemie - bo zna go od środka i nie kupuje propagandy mediów).

Jaki mały ten świat. Od razu milej mi się mieszka w Szwecji.

Jutro znowu pójdziemy do sklepu muzycznego, Kubuś chce czerwoną harmonijkę. Może Spartanie już wejdą jedną noga na to złote podium...?



6 października 2018

Trzeba to przeżyć

Kolejny weekend pełen aktivitetów dzieci. Smaganie wiatrem, robienie kanapek, szukanie butelek na wodę, bycie szoferem swoich dzieci... Trzeba to przeżyć - poradziła doświadczona koleżanka. Tu w Szwecji nie ma SKSów, trzeba samemu organizować.

Pojęcie "aktivitet" oznacza wszelkie zajęcia pozalekcyjne, zwykle organizowane przez różne kluby, domy kultury czy organizacje skautowe. Kami ma piłkę, choć i pianino można by zaliczyć.

Wydawało mi się, że to już wszystko, co można wcisnąć w nasz grafik pełen szkoły, pracy, robienia lekcji, prób scholi i niedzielnych wyjść do kościoła (które trwają zwykle 3-4 godziny, bo po mszy jest zawsze czas na spotkanie przy kawie).

Ale nagle pojawił się temat siatkówki. Mamusia oglądała co wieczór, ile mogła, co tam, że dzieci trzeba nakarmić i położyć spać, nie mówiąc, że wypada czasem umyć. Nie teraz, Tatuś Ci da jeść, idź do niego!

 Siatkówka to moja miłość od czasów podstawówki. Od szóstej klasy trenowałam zawzięcie w szkole podstawowej nr 66, nasz ukochany wuefista pan Jan Liberski uczynił z bandy nastolatek wspaniałą ekipę. Byłyśmy klasą sportową, z sześcioma godzinami wuefu w tygodniu. Dodatkowo miałyśmy sześć godzin treningu, także codziennie od poniedziałku do soboty miałam dwie godziny lekcyjne siatkówki.

Byliśmy tak dobre, że trener zapisał nas do ligii szkół średnich. Pamiętam, że już w siódmej klasie wygrywałyśmy większość meczów w tej lidze, tylko szkoła Gwardii Wrocław nas biła na głowę. Ale tam były takie damskie wersje Bartosza Kurka.

Gdy o tym opowiadam znajomym pytają kiedy się uczyłam. Nie wiem kiedy. Nie pamiętam ślęczenia nad lekcjami w podstawówce. Ale pamiętam, że warunkiem trenowania było to, że oceny nie mogą się pogarszać. Na każdym półroczu pan Liberski robił tabelkę z naszymi ocenami, porównywał z końcowymi. Jak były gorsze to delikwentka wypadała z treningów, bo siatkówka nie może przeszkadzac w nauce. Także cała nasza siatkarska ekipa miała co roku czerwone paski. Niektórzy dodatkowo startowali w olimpiadach przedmiotwych, ja próbowałam sił w geografii, rosyjskim i polskim.

No a teraz mój syn poprosił mnie, żebym grała z nim w siatkówkę.

<3

Aż podskoczyłam z radości! 

W wakacje już kupiliśmy piłkę do zabawy na plaży i w ogródku, kilka razy zdarzyło nam się grać z linką rozpiętą między jabłonką a wieszakiem na pranie. Ale stara sztywna mamusia może sobie zrobić krzywdę przy zagrywce, nawet ogródkowej.

Poszperałam w necie i zobaczyłam, że niedaleko szkoły Kamyczka działa klub siatkarski. Kami od razu chciał spróbować, okazało się, ze początek roku roku to idealny czas na zapisy. Voila!

W sobotę poszliśmy na testowy trening. Szkolna sala gimnastyczna, taka typowa jak za peerelu, troche lepiej wyposażona bo z sufitu jakieś liny zwisają. Ale już rozwijanie siatki wzbudziło wspomnienia sprzed 30 lat :)

Trening to była taka typowa gimnastyka, ze skokiem przez skrzynię, fikołkiem na materacu oraz przejściem po równoważni. Dopiero ostatnie 20 minut to było uczenie się odbić czy rzucania piłką przez siatkę. Kamyczkowi bardzo się podobało, Kubusiowi też ;) dorwał piłkę i graliśmy sobie z boczku.

Pójdziemy na pewno na kolejny trening. Kami jest bardzo wysoki, fizyczne warunki ma o wiele lepsze niż ja.



Zastanawiam się trochę, czy to nie za dużo, czy nie przeciążam go. Ale przyznam, że perspekrywa odciągania dziecka od telewizora przez całą sobote jest średnio przyjemna, wolę go zabrać na trening, to zresztą tylko godzina. A póki dziecko woli zajęcia z mamą niż ekran... nie wiem jak długo to potrwa. Korzystać póki można!

Dodatkowym czynnikiem jest fakt, że nie jesteśmy pewni dalszego grania w piłkę nożną. Kami lubi grać, ale w naszym klubie zrobiła się klika. Pewne dzieci, te najdłużej grające i najbardziej zaawansowane, są zawsze wybierane na mecze. ich rodzice angazują się mocno, czasem pomagają w treningach. Przy podziale na drużyny, ci najlepsi chłopcy zawsze lądują w jednej drużynie. Inne dzieci to czują, już wcześniej słyszałam od rezygnujących matek, że to jest duży problem tej drużyny, ale dopiero po czasie doświadczyłam tego na własnej skórze. Czy raczej skórze rozczarowanego syna, który pyta czemu nigdy nie jest w dryzynie z tym czy tamtym, kolegami ze starej szkoły.

Nie wiem, synku. Nie przejmuj się tym, coraz lepiej grasz!

Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja, póki co chodzimy na każdy trening. Kami przybrał na wadze w ostatnim roku, traktuję te treningi jako antidotum na otyłość. Mecze nie mecze, pobiegać za piłką jest zdrowo. Także póki ogarniamy logistykę – jeździmy. 


22 sierpnia 2016

Głowy w piach

Podczas oglądania igrzysk, kilka razy miałam dziwne odczucie, że coś tu nie gra.

Jak to jest możliwe, że gramy z Iranem a jednocześnie setkom Iranczyków przyznaje się azyl w zachodniej Europie? Jednego dnia uznajemy, że dany kraj prześladuje ludzi, a kolejnego poklepujemy go po plecach i pijemy szampana na olimpiadzie. Gratulujemy sukcesu, wspaniale przygotowaliście Waszą drużynę, outta boy!

Ja rozumiem, że nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa. Ale igrzyska to nie są tylko zmagania sportowców – ale zmagania oficjalnych reprezentacji różnych państw! Rafael Nadal nie gra tu z Djokovicem, tylko Hiszpania gra z Serbią.

W czasach zimnej wojny państwa takie jak Polska nie mogły swobodnie wysyłać swoich sportowców, gdzie chciały. A także – ci sportowcy nie mogli pojechać tam, gdzie sportowo zasługiwali. O wszystkim decydowała polityka. Także dlatego, że panicznie obawiano się „ucieczki na zachód” (taki wstyd! to by pokazało, że w Polsce coś nie działa!).

Jeśli teraz nie ma żadnego problemu z przyjmowaniem sportowców z Iranu, Tadżykistanu, Erytrei, Somalii, Sudanu, Afganistanu czy Korei Północnej to znaczy że uznajemy te państwa za równe wszystkim innym. I tym samym nie ma żadnego powody, by przyjmować jakieś masy ludzi uciekające z tych państw (oczywiście nie mówię o pojedynczych, uzasadnionych, przypadkach). No albo – albo!

Pamiętam z lekcji historii, że w 1936 roku wiele państw straszyło Hitlera bojkotem igrzysk w Berlinie, jeśli ten nie odstąpi od polityki wykluczenia z nich sportowców pochodzenia żydowskiego. Odstąpił.

A teraz spokojnie machamy swoimi flagami maszerując wśród tych, którzy machają flagami państw, które wsadzają ludzi do obozów koncentracyjnych. Z uśmiechem podajemy rękę przedstawicielowi ministerstwa kraju, którego połowa populacji uciekła do Europy.

Naprawdę staramy się rozdzielić sport od polityki czy też wygodniej schować głowę w piasek? A może to o kasę chodzi, bo jakby programowo eliminować te kraje z czołówki listy Human Rights Watch to może by się okazało, że ileś milionów od Rosji nie spłynie...?

20 sierpnia 2016

Zakręć jak Beckham?



Kobieca piłka nożna jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska...

Myślałam, że się przekonam, w końcu w Szwecji ta dyscyplina jest coraz bardziej popularna. Dzieci znajomych trenują, normalna sprawa. Właśnie oglądam finał - wielka rzecz jakby nie patrzeć, Olimpiada!

A jednak nie. Żałosne widowisko. Żadna nie przypomina Beckhama.

Dziewczyny niby wiotkie i piękne. Ubrane przyzwoicie (w przeciwieństwie do siatkówki plażowej, gdzie strój kobiet przypomina bardziej ten do tańca na rurze), biegają i podają sobie piłkę, czemu nie.

Ale piłka nożna to nie tylko kopanie. To wślizgi, główki, branie piłki "na klatę". Także przewracanie się i faule. W tej grze kobiety wyglądają wyjątkowo niekobieco.





Całość jest też o wiele wolniejsza niż w wydaniu mężczyzn - słaba podróba prawdziwego meczu, jak dla mnie.

Wiem, siatkówka, ręczna czy inne dyscypliny sportu też są inne w wydaniu kobiet i mężczyzn. Muszą być - inna dyspozycja fizyczna. Ale jednak jest różnica. Nawet nie tylko w kontaktowości, wszak w ręcznej czy koszu też zawodnicy dotykają się nawzajem, a czasem nawet drą koszulki.

W moim odczuciu piłka nożna zupełnie nie przystoi kobietom głównie przez to, że... trzeba to wszystko robić nogami. Jakoś zupelnie mi to nie pasuje do misji kobiety, którą jest tworzenie piękna, ciepła, delikatności. Od kopania (ogródka, piłki czy napastnika) jest mężczyzna, nawet jeśli to kobieta czasem załatwi łopatę.

17 czerwca 2016

No Pazdanan!

Teraz pewnie podpadnę panom.

Kibic piłki ze mnie średni. To znaczy patrzę, emocjonuje się, ale żeby umieć ocenić kto jak GRA to już nie. Nie mówię o wyniku końcowym, oczywiście ;) to nie zawsze jest właściwa ocena gry na boisku, a fachowcy na pewno wiedzą, że często jak najbardziej niewłaściwa.

W zasadzie moge powiedzieć, że na boisku dostrzegam bramkarza, atakujących i obronę, ten cały środek po prostu robi tłum jak dla mnie ;)

Jakieś analizy typu "XYZ jest wyśmienitym lewym rozgrywającym" tudzież "ABC lepiej grał jako środkowy napastnik" to dla mnie fizyka kwantowa.

A dodatkowo miałam jakąś strasznie długą przerwę w śledzeniu futbolu, bo jak wyszła drużyna Włoch na boisko to rozpoznałam tylko Buffona (a może taka stara jestem??).

Wczoraj jednak gapiłam się z uwagą (na ile można mówić o uwadze matki oseska, sypiającej po 5 godzin na dobę, która po południu jeszcze poszła na basen i zużyła całą resztkę energii na 1,5 km wody). I byłam szczerze zdumiona.

Nasza obrona nie dawała Niemcom żadnego pola manewru! Co biegli, to jakiś łysy gościu wykopywał im piłkę spod nóg. I to piłkę, czyściutko, bez kopania po kostkach (aż nie wiedziałam, że tak się da!). W zasadzie nie zdołali stworzyć ani jednej groźnej akcji!

Wyglądali jak zmęczona Legia Cudzoziemska, która strajkuje z powodu zbyt niskich wypłat...

Mąż trochę jęczał, że nudny mecz, jak widać nie starczyło serca na uważne śledzenie takich detali (a może za bardzo przywykł do Paki dram? to taki rodzaj kina niby telenowela brazylijska, ale o wiele więcej krzyczą i wpadają w histerię... ja nie moge ogladać, ale on się zachwyca)... a może to dlatego, że trzeba było w połowie meczu iść usypiać Kubusia (to dziecko nie chce spać :/ ) i przegapił łysola w obronie.

Dzisiaj jednak otworzyłam internet, a tam aż huczy od pochwał naszego obrońcy. I to nie tylko humorystycznych, ale takich rzeczowych! Cieszy mnie, że moja intuicja mnie nie zawodziła wczoraj - naprawdę mielismy wysmienita obronę.

te memy nie rozbawiły do żywego :)


Cieszy, że reprezentacja TenKraju odchodzi w niepamięć, a reprezentacja Polski zaczyna grać bez kompleksów.

Wstyd się jednak przyznać, że nie postawiłam 20 koron na Polskę. W pracy wszyscy robią zakłady, kolega pół-Polak jako jedyny obstawił biało-czerwonych. Ja obstawiłam Węgry. Za ich piękna grę z Austryjakami. No i z uwagi na miłość Orbana do piłki. Ponoć jedna z pierwszych jego inicjatyw po objęciu władzy to odbudować narodowy futbol. Jako że odbudowuje już kilka lat, uznałam, że miał więcej czasu niż Kaczafi* na odbudowanie naszego i że ich szanse sa większe.

Ale w sumie wolałabym, żeby to kolega Fredrik wygrał nasze małe zakłady piłkarskie :)





* pojęcie wymyślone przez Młodych, Wykształconych i z Wielkich Ośrodków

12 kwietnia 2016

Umrzeć na Północy!

Amir dostał bilety na mecz ręcznej. W Malmö rozgrywali jeden z turniejów eliminacyjnych do Rio. Szwecja grała z Iranem, Słowenią i Hiszpanią. Najlepszy mecz to był ten ostatni, na który nie było darmowych biletów.

No ale nie udawajmy, wielkimi fanami ręcznej to nie jesteśmy. Ani wielkimi fanami Szwecji ;)

Poszliśmy sobie na mecz Szwecja - Iran. Bliska koleżanka akurat w Iranie na wycieczce, jakoś tak ciepło mi się zrobiło na myśl, że teraz Iran jest tutak.

Pod Malmö Areną sporo policji, no ale ostatnio tam jest ich sporo. To tam jest ta słynna stacja Hyllie, na której przymusowo wysadzają z pociągu z Kopenhagi tych, co podróżują bez ważnych dokumentów. Ciekawe w sumie, bo poza tym to w okolicy tej stacje jest wyjątkowy "haj lajf" - największa galeria handlowa w Skandynawii (ekskluzywne sklepy!), nowo wybudowany obiekt sportowy (Malmö Arena właśnie), masa nowoczesnych apartamentowców... i te samochody policji.
Taka dygresja.

Na terenie obiektu szaleństwo - wszystko żółto-niebieskie, pełno młodzieży. Takiej normalnej, zaabsorbowanej czymś, mającej pasję (dzisiaj to nie takie częste).

Strasznie głośna muzyka, trochę się bałam jak to będzie. Komercyjny szoł czy jednak sport?

Na wejście zgasili światła. Oświetlili parkiet: wchodziły ekipy zawodników, wyłączyli muzykę.

Poprosili widownię o powstanie, żeby odegrać hymny. Tu już pierwsze zdziwienie, myślałam, że Szwedzi lekceważą takie sentymentalne drobiazgi.




A potem zagrali hymn Szwecji. I kopara mi opadła. Cała sala zaczęła śpiewać! Na początku nieśmiało, potem coraz głośniej. Na końcu, gdy zamilkła już muzyka, cała widownia z wielką siłą powtórzyła ostatnie wersy.

Ja, jag vill leva jag vill dö i Norden!

Tak, chcę żyć i umrzeć na Północy!

Muszę przyznać, że miałam kluchy w gardle i łzy w oczach. Zawstydziłam się za swoje dotychczasowe myślenie o Szwedach - nigdy nie poznałam ich od tej patriotycznej strony. Poczułam, że w ich zamknięciu się na obcych jest prawdopodobnie dużo miłości do swojego stylu życia, do samotnej walki z przyrodą i symbiozie z nią, do tej swojego trudnego ale własnego skrawka ziemi.

Było mi też wstyd, że nie potrafiłam zaśpiewać ani słowa. Postanowiłam nauczyć się hymnu.

Za to kibicowałam Szwedom w dwójnasób, choć przyznam, że jak dwumetrowe tyki skakały nad głowami malutkich Irańczyków to jednak trochę szkoda mi się zrobiło pokonanych. 

Wspaniały wieczór, choć to nie ze względów sportowych. 

Pożałowałam bardzo, że nie załapaliśmy się na kolejne mecze, w ostatnich Szwecja rzutem na taśmę awansowała do olimpiady w Rio - to musiały być emocje sportowe!


15 stycznia 2013

Kuzynka z Höör

A tymczasem w Szwecji... kuzynka mojego kolegi z pracy, Lisa, stała się sławna na całą Szwecję. Już podczas olimpiady w Londynie zaskoczyła świat swoim srebrnym medalem w triathlonie (a według niektórych powinno to być złoto).... ale olimpiada to nic, telewizja publiczna się liczy!


Wczoraj, podczas wielkiej gali sportowej nadawanej przez telewizyjną "jedynkę" Lisa odebrała nagrodę Jerringa, nadawaną najlepszemu sportowcowi roku!!! Głosowała publika, jak to w ostatnich czasach bywa (Eurowizja i te sprawy), zapytam dziś zatem Erika jak dużą mają tę rodzinę ;) Chociaż w sumie jej wygrana nie powinna dziwić, pewnie wszyscy szwedzcy biegacze na nią głosowali. Tu w Szwecji biega o wiele więcej ludzi niż w Polsce, na półmaraton do Göteborga przyjeżdża ponoć 45 tysiecy ludzi...

zdjęcia ze strony http://www.lisanorden.se/

Ciekawe czy dziś party w Höör*, może jakoś się wprosić... 

Takie Höör, fajne miasteczko... niedaleko wielkie jezioro i skańskie zoo... a ceny domów o połowę niższe niż te z Malmö, nawet przymierzaliśmy się do oglądania. Tyle że do pracy by się jechało 45 minut... do lotniska w Kopenhadze ponad godzinę. No ale w takim towarzystwie fajnie mieszkać... Teraz ceny pewnie podskoczą. Było brać tę chatę rok temu... Teraz to już  "MIEJSCE, KTÓRE RODZI OLIMPIJCZYKÓW" ;)




* CI Nordenowie pochodzą z Höör, kolega z pracy niedawno się tam przeprowadził, wrócił na "stare śmieci"... może chce żeby jego synek od najmłodszych lat trenował z cioteczką...?

21 stycznia 2012

Polska - Skandynawia - 3:1 !!!

Ostatnio nie możemy odejść od telewizora, bo ciągle pokazują Polaków.

A to polscy szczypiorniści wygrywają z Danią (oglądane na duńskim kanale, mało żywe komentarze mieli...), a to Justyna wygrywa z Norwegią (bo tak to trzeba nazwać), a to nie pozwalamy Szwedom ograć nas jedenastoma punktami i w spektakularny sposób remisujemy (co Szwedzi podsumowali po meczu jako "upadek kolektywu w ich drużynie")... lokalne media pokazują bardzo dużo sportów zimowych i piłki ręcznej, więc jest czym się napawać. Nie że specjalnie szukam w necie tych nikłych śladów polskich sukcesów, tylko na szwedzkim kanale pierwszym (tudzież duńskim pierwszym) słyszymy oszałamiające polskie okrzyki i widzimy biało-czerwone flagi.

Finów na razie oszczędzamy, ale w sumie w czym tu z nimi konkurować... Chociaż nie wiem jak tam skoczkowie, szwedzkie media w ogóle nie śledzą (nie dziwota) a polskie bardzo rzadko włączam.

Lubię takie weekendy.

Kami siedzi z nami na dywanie, wyrzuca ręce do góry i krzyczy co chwila POLSKAAAAAAA!!!!! (co brzmi trochę jak PO-KA!)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...