10 października 2015

Fenomen socjalizmu i fałszywa skala

Wielu Szwedów nigdy nie zastawiało się nad fenomenem dominacji socjalizmu w Szwecji. Jak to możliwe, że polityka w różnych wariantach kolektywizmu/socjalizmu stała się szwedzką rzeczywistością na stałe? Oto jedna z hipotez, autorstwa pana André Juthe, filozofa i teologa, związanego obecnie z Kristnavardepartiet, czyli Partią Chrześcijańskich Wartości. Partią o małym politycznym znaczeniu, ale jedyną, która otwarcie wzywa do powrotu do wartości chrześcijańskich, czyli - na przykład - walczy z aborcją (niestety, partia nie ma za bardzo swojego programu politycznego, już nie mówiąc o realnym poparciu, no ale jeśli bym miała głosować na kogokolwiek w Szwecji to właśnie na nich.). Tutaj jest oryginał artykułu po szwedzku, poniżej zamieszczam tłumaczenie-streszczenie.

Partii, które zasiadają dzisiaj w szwedzkim parlamencie, nie da się usadowić na całej szerokości skali "prawica" - "centrum" - "lewica". Każda analiza ich programów wyraźnie pokazuje, że wszystkie partie sytuują się w mniejszym lub większym stopniu "na lewo". Wszystkie one są mniej lub bardziej marksistowskie. W jakimś stopniu wszystkie one popierają tezę, że państwo jest bogiem a zadaniem polityków jest nauczyć ludzi poprawnie myśleć.

"Poprawnie" oznacza, oczywiście, "zgodnie z zamysłem państwa", niezależnie od tego, czy dane idee mają jakikolwiek związek z rzeczywistością.

Wszyscy ci politycy są zgodni z tym, że mają prawo narzucać system kar i dofinansowań według własnej samowolnej oceny. Myślą, że podatki ściągnięte od ludności moga być wykorzystywane zgodnie z ich własnym zamierzeniem i zupełnie niezależnie od tego, czy jest to w interesie tejże ludności.

Wierzą, że zadaniem państwa jest naprawić całe zło i zaspokoić każdą potrzebę społeczeństwa. Są przekonani, że daje im to prawo ingerowania w prywatne życie rodzin, na przykład w wychowanie dzieci czy podział domowych obowiązków.

Wierzą, że mają prawo być "szczodrzy" z naszych pieniędzy. Politycy uczynili z nas niewolników, w mniejszym lub większym stopniu, przez to, że najpierw nas opodatkowują ponad granice naszych możliwości a potem czynią nas zależymi od "łaski państwa", czyli różnych rodzajów zapomóg czy ulg podatkowych.

Nawet nie dostrzegają groteskowości tego podatkowego marnotrawstwa, które jest niczym więcej jak okradaniem narodu. Lista wykroczeń socjalizmu w stosunku do szwedów jest bardzo długa, nie mówiąc już o reszcie świata.

Socjalizm i kolektywizm uczyniły ze Szwedów "śpiący naród". Ale to nie tylko dzieło polityków.

Także dziennikarze, którzy właśnie powinni patrzeć politykom na ręce, sami stali się częścią układu, nawet bardziej lewicującą jego częścią.

Oczywiście wpływ na to miało wiele czynników. Spróbuję jednak postawić hipotezę, co może być jednym z nich. Według mnie jednym z powodów, dla których Szwedzi są relatywnie bezkrytyczni wobec myśli socjalistycznej, jest paradygmat, który dominuje w szwedzkiej debacie - fałszywa skala ideologiczna. To właśnie ona, nieświadomie acz kompletnie fałszywie, sprawia, że socjalizm w jakiejś formie zawsze jawi się jako oczywisty wybór.
Równolegle z tą skalą ideologiczną powstała inna, przekłamana wykładnia znaczenia poszczególnych jej elementów. Te partie, które podkreślają równość i powszechny dobrobyt zawsze określana są jako lewicowe lub centrowe, zaś te, które głoszą wolność - lądują na prawo.

Według tej skali mamy do wyboru ekstremalą lewicę czyli komunistów, ekstremalną prawicę czyli faszystów, a gdzieś w środku znajduje się demokracja, która balansuje mięzy wolnością, równością i powszechnym dobrobytem. Ta obecna fałszywa skala wygląda mniej więcej w ten sposób (1):



(literki na dole oznaczają szwedzkie partie polityczne, odsyłam do linku nr 1 w celu ich rozszyfrowania... dla tego posta tutaj to nie jest takie istotne)
Na tak pojmowanej skali ideologicznej interwencjonizm państwowy, zwany czasem etatyzmem (doktryna, głosząca, że państwo powinno kontrolować politykę ekonomiczną lub społeczną - lub obie) jest niemal nieunikniony. W zasadzie staje się synonimem socjalizmu.

Porzez taki obraz polityki, pielęgnowany przez establiszment i media, socjalizm zawsze wydaje się być tą zrównoważoną "demokratyczną" ideologią dla tych, którzy pragną zarówno "dobrobytu" jak i "troski o słabszych". To właśnie sprawia, że szwedzka polityka zawsze jest jakąś wersją socjalizmu. I to także sprawia, że zarówno konserwatywna jak i liberalna myśl ryzykuje znalezienie się zbyt na prawo na powyższej skali ideologicznej - i etykietkę gaszystowskiej lub nazistowskiej.

Jednocześnie tradycyjnie liberalne partie nieustannie poszukują zwiększenia wpływu państwa na gospodarkę, czym przesuwają się na lewo - one także akceptują taki obraz rzeczywistości. Apetyty państwa i urzędów mają bardzo brzydką tendencję do niekontrolowanego wzrostu.

Wraz ze powiększaniem się roli państwa i liczby urzędów wzrasta biurokracja, spada poziom efektywności i w z związku z tym rosną koszty - koszty, które, oczywiście, poniesie naród. Gdy ten proces się rozpocznie na dobre nic go nie powstrzyma, dlatego, że problemy socjalizmu, spowodowane niesubordynacją jednostek i małych wspólnot wymagają wzrostu nakładów. Zgodnie bowiem z logiką socjalizmu państwo musi robić więcej, by rozwiązywać narastające problemy, a przecież ono samo jest ich przyczyną! Więcej urzędniczych niejasności dla obywateli oznacza nowe problemy, a zatem panstwo musi jeszcze mocniej się starać! I tak rośnie machina... To są konkretne powody, dla których socjalistyczy system zawsze powoduje ogromną biurokrację, którą opiszę w innym artykule. Jak głosi słynne powiedzenie: socjalizm to system, który bohatersko rozwiązuje stworzone przez siebie problemy...

Ta fałszywa skala jest jedną z przyczyn, dla której wszystkie partie polityczne, zarówno w swojej retoryce jak i programie politycznym, są socjalistyczne. Niezależnie od tego, czy same siebie (lub poprzez media) określają jako "prawicowe", "lewicowe" czy "centrowe". Wymownym przykładem jest szaleństwo głoszące, że opiekę nad dzieckiem powinno zająć się przedszkole zamiast jego rodziców. Wszystkie partie parlamentarne uznają to za pewnik, nawet te "skrajnie prawicowe". Moderaci [odpowiednik naszego PO - przyp. tłumacza], którzy mogliby być prawdziwie konserwatywną partią proponują, w sposób iście socjalistyczny, dofinansowanie do przedszkoli nawet dla rodziców, którzy nie pracują i chcą - mogą! - zajmować się dziećmi w domu (obecnie takie osoby mają prawo tylko do 15 godzin tygodniowo). Najwyraźniej nie nieści się w głowie politykom parlamentarnym, że to rodzice dziecka mogliby je wychowywać. (2) Dlaczego to przedszkole jest zawsze punktem wyjścia wszystkich dyskusji? Oto jest pytanie, które powinni sobie zadać wszyscy politycy. Zamiast tego fundują szwedzkim rodzinom prawdziwą pułapkę,

Problemem jest to, że obecna polityczna skala jest myląca i nieprawdziwa. Nie ma w żadnej logiki w tym, by nazizm i komunizm/socjalizm znajdowały się na jej przeciwległych końcach: każde z nich jest tak samo systemem totalitarnym. W każdym z nich jednostka musi podporządkować się kolektywowi lub jego reprezentantowi - państwu. Oba aspirują do miana dyktatur.

Oba bazują na idei, że państwo to wspólny cel i wartość, i że może ono robić co chce z obywatelami i ich pieniędzmi. Totalitaryzm to po prostu dominujące wszechogarniające państwo.(3)

Naturalnie nie istnieją żadne oczywiste przesłanki które z parametrów wskazują jednoznaczne na "lewicowość" lub "prawicowość" w ideologicznej skali. Ale nie ma wątpliwości w kwestiach roli państwa w polityce i stopnia jego zaangażowania - i to właśnie powinno być przynajmniej jednym ze współczynników.

Jeśli założymy, że wszechmogące państwo jest sednem totalitarnej dyktatury to anarchizm, czyli brak jakiejkolwiek kontroli państwa, powinien być drugim końcem skali. Zaś zrównowzonym środkiem powinien być system z małą rolą państwa, które służy swoim obywatelom i chroni ich praw, w zgodzie z konstytucją.

Daleko po lewej stronie skali mamy zatem skrajnie lewicowe, ekstremalne ruchy, takie jak komunizm, nazizm i faszyzm, z dominującą rolą państwa. W takiej skali "skrajnie prawicowe" sa poglądy anarchistyczne i libertyńskie, gdzie nie istnieje żadna chęć kontroli ze strony kogokolwiek.

Im więcej państwa w polityce i gospodarce (wzrost etatyzmu) tym mniej realnego wplywu ma naród. Nazizm, faszyzm i komunizm to potworne dyktatury które w swej istocie są odgałęziami tego samego totalitarnego socjalizmu - ideologii, która głosi, że panstwo to jakiś rodzaj bożka, który wymaga poddania w każdej dziedzinie.

Dalej, powszechny dobrobyt i równość są produktem wolności, nie stoją w opozycji wobec siebie. Jeśli zatem użyjemy innej skali "prawo - lewo" wynik będzie zupełnie inny i o wiele bardziej zgodny z rzeczywistością. Musimy zatem odrzucić fałszywą skalę ideologiczną na korzyś tej, która lepiej oddaje rzeczywistość, która pomoże nam zrozumieć, że im więcej przepisów i kontroli państwa, tym bliżej dyktatury się znajdujemy. Taką skalę przedstawia poniższy schemat:




Ta bardziej rzeczywista skala pokazuje nam wiele alarmujących implikacji. Możemy zobaczyć, że lewicowi ideolodzy, odwrotnie niż większości się wydaje, tak naprawdę znajdują się bardzo blisko nazizmu. A to oznacza, że popularyzatorzy lewicowych ideologii są o wiele bliżej ideologii nazistowskiej niż to się powszechnie sądzi.

Im więcej interwencjonizmu państwowego, tym bardziej zbliżamy się do systemów zarówno nazistowskiego, jak i komunistycznego. Klarownie widać, że totalitarne ideologie mają te same zasadnicze rysy. W następnym artykule pokaże wszystkie podstawowe podobieństwa pomiędzy komunizmem i nazizmem.

Na takiej poprawnej skali widać jaki jest jedyny sensowny i zrównoważony wybór: to demokracja konstytucyjna z liberalną lub konserwatywną polityką (przez liberalną rozumiem coś podobnego do oryginalnej teorii liberalizmu, nie jego obecną lewicowy wersję, na której widok J.S. Mill i inni twórcy tej teorii przewracają się w grobach).

Przez konstytucję rozumiem szeroko zakreśloną, szczegółową ustawę zasadniczą. W tak określonym systemie politycy są jej podlegli, a niezależny od państwa Trybunał Konstytucyjny zapewnia zgodność stanowionego prawa z konstytucją.

Oczywiście równe traktowanie obywateli będzie zapisane w takiej ustawie, tak by żadne samowolne subwencje, kary podatkowe czy inne niesprawiedliwa, ideologicznie umotywowana polityka opieki nad dzieckiem nie były możliwe.

Konstytucja nakreśla granice, do której państwo może się posunąć i ogranicza jego ekspansję.Brak takiej konstytucji prowadzi do wzrostu zagrożenia, że państwo będzie ingerowało coraz bardziej i ograniczało prawa swoich obywateli. Tylko konstytucja i Trybunał Konstytucyjny mogą dać zwykłemu obywatelowi możliwość obrony swojego prawa wobec urzędu, który przekracza swoje uprawnienia.

Podsumowanie autora

Udowodnić, że to fałszywa skala ideologiczna jest jednym z powodów dominacji socjalizmu w Szwecji jest oczywiście niełatwo - jak to zrobić? Ale mam nadzieję, że pokazałem czytelnikom nową perspektywę, która rzuca trochę światła na ten polityczny paradygmat, który dominuje w Szwecji i reszcie zachodniego świata.

Podsumowanie moje

Bardzo jestem wdzięczna za ten artykuł - jestem przekonana, że to strach przed etykietką nazisty dominuje wybór "mniejszego zła" - coś na kształt kreowania przez PO strachu przed PIS...

Co do głębokich przyczyny dominacji socjalizmu mam na to swoją teorię. Dość mocno zainspirowaną tym, co przeczytałam u Macieja Zaręby (4). Otóż moje odczucie prowadzi mnie w meandy reformacji - procesu, który odrzucił naukę o miłosierdziu Boga, który grzesznika skazywał na potępienie (teologia sukcesu) i chętnie pozbywał się tych, którzy degradowali w ten sposób społeczeństwo. Szwedzka reformacja miała bardzo surowy przebieg, przez wiele lat katolicy byli skazywani na banicję, nowym nie wolno się było osiedlać, a Szwedom nie wolno było konwertować na katolicyzm, a po "odwilży" - juz w XX wieku (!) - katolicy nie mogli piastować pewnych urzędów czy wykonywać pewnych zawodów, takich jak (na przykład) nauczyciel. Szwedzki kościół narodowy był organem pomocniczym państwa, które opiekowało się obywatelami. Dbał o ich moralność i religijność (ponoć pastorzy odpytywali wiernych z pacierza, kto nie zdał egzaminu mógł mieć kłopoty w pracy (5)). Czyż to nie brzmi jak państwo zarządzane przez Wielkiego Brata??

Dzisiaj rolę kościoła przejęły urzędy państwowe, reszta w zasadzie bez zmian... z urzędnikiem tutaj nie wygrasz, NIGDY.

Tak, wiem, zaraz ktoś powie, że mi to się wszystko kojarzy z jednym. Czym innym niż w tym dowcipie o trójkącie ;) ale z jednym - religią. Ale co ja na to poradzę, że naprawdę postrzegam religię jako kluczowy czynnik w budowaniu społeczeństwa? Od postrzegania kondycji duchowej człowieka, roli Boga w zbawieniu i wizji grzeszności zależy przecież tak wiele... kogo lub co potępiamy, co propagujemy, co piętnujemy...


***

1. Dawno temu pisałam o wyborach i owej skali politycznej, wtedy nieświadoma tego fałszu: https://ksiegaziol.blogspot.com/2010/09/wielorybow-cielska-grozne-sa.html
2. Program Moderatów: http://www.moderat.se/sites/default/files/attachments/10_punkter_for_att_forebygga_utanforskap.pdf
3. Cernak, Linda (2011). Totalitarianism. Edina, MN: ABDO.
4. Sporo piszę na blogu o jego książkach:
https://ksiegaziol.blogspot.com/2015/04/tyrania-rownosci.html
http://plpksvbooks.blogspot.se/2012/07/higienisci-maciej-zaremba-bielawski.html
5. Ciekawy wywiad z księdzem ze Sztokholmu: http://kosciol.wiara.pl/doc/602463.Kosciol-po-szwedzku

13 września 2015

Nie zaczynaj!

- wykrzyknął dziś mój mąż do swojego brata podczas kolacji. Brat chwilę wcześniej zadał to pytanie:

-  Aleksandra, a co sądzisz o tym problemie z imigrantami...?

Bo od kilku dni o niczym innym nie gadamy.

Już chyba mamy wszyscy dosyć słuchania o tym, otwierasz fejsbuk a tam ludzie wyskakują z łodzi na brzeg... ale trzeba gadać, trzeba szerzyć informacje - bo to skomplikowany problem i jestem przekonana, że większość mediów mydi nam oczy. A niezależnie od mediów i polityków - przed nami staje konkretny  c z ł o w i e k. On nie jest tylko liczbą. Ciągle biję się z myślami co mam właściwie o tym myśleć...


Przyznam się, że czytam głównie polskie wiadomości, pełne obaw i krytyki wobec zachodu. W którymś momencie uświadomiłam sobie, że ten zachód to tu, gdzie mieszkam... i że niedaleko mamy pewien hostel, gdzie urząd imigracyjny kwateruje uchodźców... kilka dni temu mąz był w delegacji i byłam sama z dwójką dzieci, sąsiadka przyszła i radziła pozamykac okna, bo zdarzały się kradzieże w naszej okolicy. A potem usłyszałam jakies wrzaski i oczyma wyobraźni widziałam bandę Somalijczyków wdzierających się do naszego domu... tamtej nocy mało spałam.

Generalnie nie podzielam obaw wielu polskich komentatorów związanych z tzw. islamizacją. W zasadzie co to właściwie znaczy...? Że będzie dużo muzułmanów czy że ludzie będą masowo konwertować? A może chodzi o dużo ludzi z obcych kultur? Wszak wielu imigrantów to chrześcijanie albo agnostycy. Przychylam się do zdania wygłoszonego niedawno przez Merkel, że przecież chrześcijanom w Europie nikt nie zabrania wierzyć ani praktykować, dlaczego chrześcijanin ma się bać tego, że obok mieszka muzułmanin...? Przecież nawet w moim domu mieszka i zupełnie nie ma to wpływu na to, w co ja wierzę i co ja praktykuję. Jakby wszyscy chrześcijanie obawiający się "zalewu islamu" byli wiernymi wyznawcami swojej religii nie byłoby żadnego zagrożenia konwersjami. Jakby wszyscy chrześcijanie modlili się za tych, co nie znają Chrystusa to oni by się nawracali!
Naprawdę ktoś myśli, że każdy muzułmanin to imam albo gorliwy wyznawca Allaha...? NIE!

Mam za to poważne obawy związane z bezpieczeństwem. Przecież zadeklarowany przez Niemcy czy Szwecję brak weryfikacji azylantów to otwarte wrota dla wszelkiej maści przestępców i rzezimieszków. Pomijam smuglowanie bojowników ISIS, ale takich, co którym w swoim kraju paliło się pod nogami, więc wykorzystują sytuację... i walą drzwiami i oknami do swoich ziomali, powodując przy okazji konflikty z innymi uchodźcami.... W Szwecji już teraz naliczono 55 stref, gdzie policja nie ma kontroli nad wydarzeniami, gdzie rządzi prawo gangów a konflikty rozwiązywane są przez lokalnych bossów. Nie trzeba dodawać chyba, że są to obszary gęsto zaludnione przez przybyszów, głównie muzułmańskiego pochodzenia.


Dlaczego zatem Szwecja daje niemal wszystkim przybyszom nadzieję na stały pobyt...? W najlepszym razie to skrajna naiwność i nieodpowiedzialność, ale może to być także dobrze zaplanowany cyniczny plan...

Bo takich politycznych ruchów jest o wiele więcej. Coć wygląda na to, że politycy się budzą i zaczynają otwarcie krytykować lewackie pomysły. Ja zaś mam wątpliwości czy politycy europejscy to pożyteczni idioci czy też cyniczne świnie, knujące to i owo z Putinem. Putinem, który uczestniczy w wojnie w Syrii i już sobie zaanektował Krym. Proponuję popatrzeć na mapę.

Dochodzą różne głosy o prawdziwej przyczynie tej fali. Ma to coś wspólnego z polityką Turcji oraz zakusami Putina.
Turcja chce zmienić kształ etniczny północnej Syrii
Powstaje rosyjsko-irański protektorat
Koń trojański i ślepcy Europy
Kurdowie - krok od niepodległości

Wklejam linki, bo artykuły ciekawe i dają do myślenia, zwlaszcza ten pierwszy. Nie jestem politologiem i nie udaję, że wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Ale każdemu chyba daje do myślenia gwałtowność tej fali. Dlaczego nagle teraz? Przecież wojna nie wybuchła ostatnio?

Bardzo mierzi mnie w tym wszystkim perfidna manipulacja zdjęciami i hasełkami. A to zdjęcie martwego chłopca na plaży, a to płacząca twarz dziecka na rękach ojca na dworcu Keleti... a źli policjanci nie pozwalają im przejść!

A przecież to ta masa ludzi przepływająca przez kolejne granice łamie prawo! Według niego uchodźcę powinno się zakwaterować w wyznaczonym przez dany kraj miejscu (tu: obozie dla uchodźców) i nie ma on prawa poruszać się swobodnie po różnych krajach Schengen. nielegalne przejście przez pierwszą granicę, tę "do bezpiecznej ziemi" nie jest zaliczane jako przestępstwo, ale już przekraczanie kolejnych granic, nie mówiąc o rozrubach czy użyciu przemocy - j e s t. Jak dla mnie, skoro uchodźca jest już bezpieczny ma siedzieć i czekać na pomoc od wladz danego kraju lub uprawnionych organizacji... tak, wiem, to niefajne... ale nie wszystko, co nas spotyka jest fajne.
Ale koszt pomocy jednemu uchodźcy  t a m jest nawet ośmiokrotnie razy mniejszy niż zapewnienie mu socjalu t u t a j, wyliczył Wojtek Wilk z Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM) (www.pcpm.org.pl) w poście na fejsbuku, apelując o dotacje na to właśnie centum, by zapewnić pomoc uchodźcom przebywającym w Libanie.

Dzisiaj przeczytałam jak to szwedzka minister ds. równości apeluje, by Szwedzi nie dawali pieniędzy żebrzącym Cyganom z Bułgarii i Rumunii, tylko lepiej dali je organizacjom trwale walczącym z biedą w tych krajach... a jednocześnie ten sam rząd obiecuje pobyt stały (!!) wszystkim Syryjczykom, którzy przybędą do Szwecji.
Tak właśnie widzę walące masy ludzi i rzekomą pomoc z bogatych krajów - jako chwilową jałmużnę. Bo czy ktoś na serio myśli, że takie masy się zasymilują i zaczną pracować w Europie, w któej już brakuje pracy dla jej dzisiejszych mieszkańców? Ludzie bez języka i często bez wykształcenia?
Część z nich na pewno potrzebuje natychmiastowej pomocy w postaci azylu, wiktu i opierunku (choć znawcy tematu twierdzą, że ci n a p r a w d ę potrzebujący zostali w obozach na granicy syryjsko-tureckiej czy w Jemenie), ale wielu to jednak migranci ekonomiczni... uciekają przed biedą i na pewno liczą na złote góry, jak te Syryjskie rodziny, co to zwiały z dwupokojowego mieszkania do Niemiec, bo tam pewnie będzie  l e p i e j.
owszem, ona też nie jest ciekawa, ale przyjęcie takiego migranta na zasiłek (bo większości nic innego nie czeka - bez edukacji, znajomości języka,w sytuacji bezrobocia w Europie, a już na pewno w Polsce) jest jak wrzucanie pieniędzy cyganowi pod sklepem

I dlatego jestem zdecydowanie przeciwna takiej "pomocy" jaką chcą narzucić politycy - to tak naprawdę nikomu nie pomoże, a najmniej potrzebującym.

A z drugiej strony mamy katolewicę - jak to nazwał Łukasz Warzecha w swoim bardzo celnym felietonie o szantażu moralnym - która przypomina o "obowiązkach wobec przybyszów" i "miłosierdziu". Tak, to prawda. tylko co jest miłosierdziem? Gdy mi moje dziecko mi mówi, że marzy o kolejnym LEGO i roni autentyczne krokodyle łzy z powodu odmowy, to nie znaczy, że mam lecieć do sklepu i je zaraz kupować!.. moja mądrość musi tutaj rozgraniczyć zaspokojenie zachcianki od prawdziwej potrzeby.


A z trzeciej strony jest właśnie wezwanie Jezusa do tego, by otworzyć swoje serca, by dać drugi płaszcz, temu, co ukradł już pierwszy. Biskup Ryś celnie przypomina, że w każdym "z nich" jest Chrystus - bo jest! Nie chcę, by to zabrzmiało zbyt patetycznie, ale nieustannie zadaję sobie to pytanie - co zrobiłby Jezus? Jestem przekonana, że te perfidne manipulacje polityków i ich głupie decyzje są wielkim obciążeniem także dla tych, co dają się nabrać na te złote góry. Oni są wielokrotnymi ofiarami różnych możnych tego świata. I wiedzą także, że "zachód" pewnie nie kiwnie palcem by im pomóc w tych obozach, wszak czego oko nie widzi, tego sercu nie żal... I zrozumiałe jest, że dbają o własną skórę. Więc trzeba - trzeba! - ich przyjąć. I dać serce. Wdowa, którą spotkał prorok Eliasz żyła w wielkiej biedzie - a przyjęła przybysza i podzieliła się z nim ta ostatnią kromką chleba. I wtedy Bóg jej pobłogosławił.

Wierzę, że każdy kto przyjmie przybysza, tak jak umie i tym, co ma (tym, czego nie mamy nie możemy się dzielić! nawet tym, co ma nasz sąsiad!), będzie tak właśnie wynagrodzony przez Boga. Niezależnie od tła politycznego ani tego, czy ten przybysz się odwdzięczy. Wszak danie serca nie jest chyba uzależnione od tego, czy ktoś nas za to poklepie po plecach...? Bo jeśli jest to nie jest to danie serca...

Dlatego trzeba przyjmować  m i m o  w s z y s t k o.  Na miarę możliwości.

A jednocześnie zmuszać naszych (!) polityków do sensownej pomocy w krajach, skąd ci ludzie pochodzą. By nie dawali bezzasadnie azyli i zasiłków. By motywowali do wysiłku a nie dawali cokolwiek za darmo (tego się nie szanuje!). By nie pozwalali na łamanie prawa już przy przekraczaniu granic, bo czym innym jest ignorowanie porozumienia Schengen i parcie "na północ" podczas gdy w pierwszym wolnyum kraju jest bezpiecznie i można przeczekać chaos wojny?

Musimy tak działać by przybysze chcieli wrócić do swoich ziem. Bo wierzę, że większość uchodźców w głębi serc chce wrócić do swojego domu, nawet jeśli cudzy dom zachwyca. U siebie byli inzynierami i nauczycielami, tutaj są nikim... A kombinatorów i cwaniaków najłatwiej wyeliminować pomagając mądrze, czyli nie dając żadnych pieniędzy - natomiast zapewniając jedzenie i kąt do spania, na przeczekanie trudnej sytuacji. Jeśli się to komuś nie podoba to droga wolna.


To, co jest absolutnie niezbędne to wymaganie równego traktowania pod względem prawa - nie może tak być, że przybysz gwałci i morduje a polityczne poprawność zabrania wysłania listu gończego z napisem "pochodzenie arabskie". Albo że biednym Polakom odbiera się dzieci a Arabom, gdzie często dochodzi do patologii - nie. Każda służba boi się interweniować, wiem to od Zosi, która pracuje w gminie.

Bo to z tego powodu ludzie teraz nie chcą obcych - doświadczenie nauczyło, że nasi rządzący nie potrafią sobie poradzić z problemami, generowanymi przez ogromne nieskoordynowane masy ludzi. I boimy się nie tyle obcych, ile chaosu i niesprawiedliwości. Nie chcemy takich szwedzkich stref wykluczenia w Polsce!

Niech szumnie powoływani rzecznicy do spraw równości (nomen omen) zajmą się choć raz  p r a w d z i w y m  problemem naszej części świata...

Może rzeczywiście mąż miał rację, lepiej nie zaczynać tego tematu ze mną... 

30 sierpnia 2015

Zwyczajne Pakistańskie Życie

Bardzo serdecznie zapraszam warszawiaków - warszawian? ;) - na wydarzenie, które odbędzie się 8 września w Muzeum Azji i Pacyfiku. Będzie to promocja książki mojej bliskiej koleżanki Asi Kusy, która pisze bardzo ciekawy blog Zwyczajne Pakistańskie Życie, a właściwie to dwa blogi, bo pierwszy jest na bloxie i od pewnego czasu jest zamknięty.

Asia mieszka w Karachi i - podobnie jak ja - jest żoną Pakistańczyka. W taki oto sposób się poznałyśmy :)

Asia napisała k s i ą ż k ę i 8 września odbędzie się jej promocja. Czyli spotkanie z Asią, jej książką i pewnie sporym tłumem innych pakistańskich żon, zaciekawionych tym wydarzeniem.


Ja też mam bilet do Warszawy na to wydarzenie, ale ciągle nie wiem czy dam radę. niemniej jednak - polecam zainteresowanym.

Tak oto spotkanie poleca jego organizator:

Wtorek 8 września, godz. 18.00
Muzeum Azji i Pacyfiku, ul. Solec 24, Warszawa.
Wstęp wolny

Joanna Kusy – Polka w środku muzułmańskiego świata – etnolożka, szczęśliwa żona Pakistańczyka, mama małego chłopca. Po wielu wahaniach zamieszkała w Karaczi z mężem i jego rodziną. Pakistan nie przestaje być dla niej wyzwaniem, choć powoli staje się drugim domem. Zdarza się jej tu już (czasem!) usłyszeć: „Jesteś taka jak my”.

To książka o moim życiu w Karaczi – największym mieście Pakistanu. Nie ma w niej doniosłych wydarzeń, orientalnych dramatów, wstrząsających historii z kałasznikowem w roli głównej. Jest garść wrażeń z kilku lat, gdy ślubne błyszczące ciuchy zawisły w szafie, a henna na rękach wyblakła. Moja decyzja – o ślubie z Wasimem i wyjeździe z Polski – przestała już być tematem rozmów dla rodziny i znajomych. Z egzotycznych rekwizytów najczęściej używam dupatty i wałka do roti, choć broń palna, z którą Pakistan często się kojarzy, to ważny kontekst życia wszystkich karacziwali – mieszkańców Karaczi.
Piszę o codzienności: co jemy, jak się ubieramy, jak wygląda dom i jak się w nim żyje. Jakie jest nasze podwórko i ulica, jak doświadczam miasta i jego wspaniałych okolic – prowincji Sindh. Gdzie się leczymy, kogo spotykam, czego się boję i co mnie urzekło. Jak świętują muzułmanie i jak z większości stałam się mniejszością. Wszystko, co mnie otacza, wydawało się na początku tak dziwne, obce i różne od tego, w czym wyrosłam, że byłam pewna, że nie da się tu żyć.
U początków i w tle wszystkiego, o czym piszę, jest i wiara, i miłość, która naprawdę przenosi góry, skoro doprowadziła mnie do Pakistanu. Pokochałam też Karaczi, którego bez Wasima nigdy nie wybrałabym na miejsce przeprowadzki. Karaczi fascynuje, przeraża, męczy. Mówi się czasem, że jest nieludzkie. Dla mnie jest przejmująco prawdziwe. I uzależnia. Gdy opuszczam to miasto, tęsknię okrutnie.
Polka ze środka muzułmańskiego świata.

http://www.dwpwn.pl/produkty/947/

Organizacja: Karolina Krzywicka, kustosz MAiP
(kontakt: karolinakrzywicka@wp.pl)



***

Edit 05.09

Przypomniało mi się przy okazji, jak odwiedziłam Warszawę w październiku 2013 roku. Spotkałyśmy się z Asią na kilka dni i spędziłyśmy jeden z nich w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Byłam poruszona tym miejscem, wychowana na "literaturze harcerskiej" i w harcerstwie odwiedzałam Warszawę niemal co roku w dniu 1 sierpnia. Od dawna śledzę godzinę W tylko wirtualnie, zatrzymując się na chwilę w domu i pamiętając o tych ludziach w modlitwie.

Drużyna, z którą jeździłam na obozy (jako instruktor zewnętrzny) miała za patrona Batalion Parasol - wszystko wiedziałam wtedy na ten temat. Z przykrością stwierdzam, że sporo zapomniałam :/ zawsze będę pamiętać zamach na Kutscherę 1 lutego 1943, ale inne wspomnienia blakną. Znowu odkurzyłam sobie komplet książek na ten temat, chcę sobie przypomnieć by opowiadać synkowi.

Gdy następnym razem razem będę z rodziną w Warszawie m u s i m y tam pójść.


10 sierpnia 2015

Gród Jakriborg

Któregoś razu mój mąż wrócił z wyprawy rowerowej opowiadająco jakimś mieście za murami. Że fajne, musimy tam pojechać. No i pewnego leniwego niedzielnego popołudnia zaparkowaliśmy na zalanym słońcem parkingu. W pobliżu widać było jakby rampy kolejowe, magazyny... taki przemysłowy teren. A z jednej strony szpaler drzew. Między nimi tabliczka JAKRIBORG  z herbem...



Pomyślałam: skansen.

Jakże się myliłam.

Wchodzimy a tam uliczka z zaparkowanymi samochodami i wejście przez coś jakby Brama Miejska.


W środku plac zabaw i dzieci. Ale czuję się jakbym przeniosła się w czasie - żadnego samochodu, reklam. Małe kamieniczki w stylu hanzeańskich miast sprzed sześciu wieków. Mut pruski, harmonia i pastelowe kolory, białe okiennice.


Coś pięknego. Serce bije coraz szybciej... Po chwili wchodzimy na ryneczek. trochę pustawy o tej porze roku, a może pusty jeszcze, ale widać potencjał. W centrum wspaniały budynek - jakby ratusza? - który bardzo przypomina mi Gdańk. Brakuje tylko fontanny Neptuna...


A dlaczego piszę jeszcze? Otóż Jakriborg to nie jest żadne średniowieczne miasteczko. To nowe osiedle zbudowane przez firmę Jakri AB - w takim stylu właśnie. Można tu kupić albo wynająć mieszkanie. Można wynająć powierzchnię sklepową na biznes. To dość nowa inwestycja, bo sporo witryn świeci jeszcze pustkami. Lokalizacja niezła, bo pomiędzy Lundem a Malmö - ok. 6 km od naszego obecnego domu. Tuż za bramami miasta wiedzie linia kolejowa i znajduje się stacja Hjärup.


Spacer małymi cichymi uliczkami ma wielki urok. Długo myślałam, że to są po prostu odrestaurowane zabytkowe chaty, ale byłam w błędzie. Wszystko powstało od zera na przestrzeni ostatnich 15 lat. Mieszkać w średniowieczu ale z toaletą, satelitą i internetem? Nie mieści się w głowie :)


Mieszka tu kilkaset rodzin, ale miasto ciągle się rozrasta. Właściciele terenu dbają jednakże o stopniowy i spokojny przyrost. Bracia Jan i Krister Berggren (właściciele firmy Jakri AB) usilnie starają się nie zdewastować klimatu osady, nie chodzą na kompromis z wygodą i sprawują kontrolę nad inwestycjami. Chcą by przyrost był organiczny.

Taką Szwecję baaaardzo lubię.


A może Polska odtworzy kilka takich historycznych - słowiańskich? - grodów? A może kolekne osady "Hanzy" na wybrzeżu?

Jak ktoś z czytelników ma jakieś wejścia tu i ówdzie niech zapoda pomysł, zrzekam się prowizji za niego ;) Niech nam Polska pięknieje!


Linki:
Jakriborg (SE)
Strona Wiki (EN)
obrazek na dole: https://sv.wikipedia.org/wiki/Jakriborg

7 sierpnia 2015

Nasze Rzeczypospolite

Jakbym miała akcesoria powiesiłabym wczoraj flagę Polski. Wspaniały dzień na zaprzysiężenie nowego prezydenta - MOJEGO prezydenta. Wierzę, że prawdziwie odbuduje wspólnotę, jak obiecywał.


Łezka w oku się zakręciła... i od razu wątpliwość: przecież poprzedni też to samo przysięgał, czemu frywolnie gwałci polską konstytucję?? czemu nie dba o dobro narodu? (vide odrzucone wnioski o referenda, podpisane ostatnio na chybcika ustawy, wiadomo jakie, głupie wypowiedzi w obcych parlamentach pokazujące brak troski o nasz naród... dlugo można wymieniać). Retoryczne pytanie...   Oby nowy prezydent naprawił to, co poprzedni zepsuł, to się teraz liczy.

A oto orędzie, dużo o nas, Polakach na emigracji :) Ale rzetelne i uczciwe, nie żadne gruszki na wierzbie. Pierwszy raz od dawna jestem dumna z naszej polskiej władzy, tego jednego jej elementu - Prezydenta Polski. Mojego Prezydenta.



Wczoraj na mszy miałam deja vu. Otóż wybór nowego prezydenta zbiegł się to w czasie ze zmianą "władzy" w Polskiej Misji Katolickiej w Malmo. Długa i bolesna historia, wiele osób zostało bardzo pokiereszowanych przez manipulacje, złą wolę i zwykłą nieudolność. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale obraz naszego lokalnego polskiego kościoła tu przypomina jako żywo dzisiejszą Rzeczpospolitą. Stronnictwa, waśnie, emigracja... ja na przykład wyemigrowałam do "oddziału" w Lund... oczernianie i obgadywanie, zamykanie komuś ust i wykluczanie z życia wspólnoty. Normalnie brudna polityka, obrzydziła mnie do cna, nie zdzierżyłam. Jak widać przełożeni zakonu też (uff, Bogu dzięki za hierarchię, demokratycznie to by się tu polała krew!).

Teraz po zmianie "prezydenta" wszystko wydaje się wracać na swoje miejsce. Ale musi wrócić na swoje, nie na jakieś nowe gdzie, ktoś inny będzie wykluczony - pokusa jest, ale trzeba się jej oprzeć. Tak jak czytałam w wywiadzie z prof. Glińskim, o pomyśle PIS na scenę polityczną - nowe plany na demokratyzację życia politycznego będą dotyczyły wszystkich głosów, także tych z PO, choć PO akurat na nie nie zasługuje... ale nie wolno nigdy nikogo wykluczać. Inaczej zaprzeczamy temu, o co walczymy. I Temu w imię Kogo walczymy.

Czy wrócę z mojej małej-wielkiej emigracji? Bardzo chcę jedności i prawdziwej wspólnoty, to jest bardzo potrzebne dla zdrowia naszych dzieci, które od tej wspólnoty uczą się co to znaczy bycie Polakiem. Więc jeśli powrót będzie pomagał w tym budowaniu jedności - wrócę, w przeciwnym razie - nie. 

Oby nowy rektor PMK i nowy prezydent naprawili te nasze rzeczypospolite. Tak im dopomóż Bóg!

24 lipca 2015

Pan Samochodzik i bohaterowie Planety Wyobraźni

Smutek z Plotkarą zjawili się u nas późnym popołudniem w poniedziałek 20 lipca. Wyszli z zakurzonego samochodu, rozprostowali zasiedziałe nogi - jechali prosto ze Sztokholmu (o całej ich podróży można poczytać tutaj).

Zmęczeni niebotycznie, rzucili się na łóżko. Co tam, że nie było puste. Musieli nadrobić wiele dni zwiedzania ("nie spać, zwiedzać!!"), a wiedzieli, że przyjechali do prawdziwego Pana Samochodzika, czy może raczej Herr Bilen, i łykną sporą dawkę historii Szwecji.



Następnego dnia był dzień odpoczynku - wybawili się z chłopakami, w domu i na placu zabaw. W ogóle tylu zabawek nigdy chyba nie widzieli, a plac zabaw był chyba najlepszym w ich życiu!

- Plotkaro, ty się lepiej znasz, czy my już jesteśmy w Legolandzie? - rozmarzonym głosem zapytał miś Smutek
- Nie, głupiutki Smutku, Legoland to w Danii, w Billund! Ale tylu klocków na raz długo nigdzie nie zobaczysz, korzystaj! - wymądrzyła się, jak to ma w zwyczaju, Plotkara.


Rzucili się w wir zabawy... Czas leciał tak szybko...

- Chodź, Smuti, musimy trochę wyjść na powietrze! Chodźmy z dziećmi na plac zabaw! - Plotkarę rozpierała energia po długim śnie i zbudowaniu z klocków domu, samochodu i samolotu. - czytałam, że tu w Szwecji są wspaniałe plac zabaw!




Do wieczora trwała przednia zabawa w łódce, na huśtawce i w piaskownicy.

Następnego dnia zabraliśmy gości do Lundu. Mieszkamy pomiędzy Malmö a Lundem, chciałoby się pokazać podróżnikom jak nawięcej - ale nie wystarczyło czasu. Trzeba było wybrać, zatem pojechaliśmy do Lundu. To nasz ulubiony punkt całej Skanii - przepiękne średniowieczne miasto, pulsujące życiem, kulturą i nauką. Człowiek od razu czuje się mądrzejszy :D Lund ma też wspaniały Park Miejski, który często odwiedzamy, ale nasi goście mieli chwilowo dość placu zabaw. Ostatni wspólny dzień spędziliśmy na odkrywaniu intrygującej historii Lundu.



Spacerując po centrum co chwila wpadaliśmy pod jakiś rower ("prawdziwy terror cyklistów!" oznajmiła zdenerwowana Plotkara poprawiając zwichnięte skrzydełko) ciekawską Plotkarę zaintrygowały niewielkie metalowe tablice, widoczne na wielu domach w centrum Lund (tutaj: w tle, za rowerami).


Podeszliśmy bliżej.

- "W tym miejscu w średniowieczu znajdował się kościół św. Jakuba. Wzniesiony w XI wieku, zniszczony w 1536 roku" - sylabizuje Plotkara.
- Jakuba? którego Jakuba? - dopytuje się zaintrygowany Smutek - tego, którego imiennikiem jest mały Kubuś?
- Tego samego! - potwierdzam - jednego z najbliższych apostołów Pana Jezusa, który jako pierwszy zginął za niego męczeńską śmiercią, i którego grób znajduje się w Santiago de Compostella. Wielkiego patrona Hiszpanii, Portugalii, pielgrzymów i walczących z islamem. Za kilka dni, 25 lipca, obchodzimy jego święto - wyobraźcie sobie jaka by tu była impreza, parafialny odpust!

A tak to poświętujemy w domu, przy torcie - imieniny naszego Kubusia (dodaję w myślach).


 W innym miejscu starówki, natrafiamy na kolejną:

- "W tym miejscu w średniowieczu znajdował się kościół św. Marii Magle. Wzniesiony w XI wieku, zniszczony w 1536 roku" - odczytał coraz bardziej zaintrygowany Smutek.


- Smutku, następny! "Patronowi żeglarzy, św. Mikołajowi, wzniesiono tu kościół w XI wieku, został zniszczony w 1537 roku" - Plotkara otwiera oczy szeroko ze zdziwienia kilka ulic dalej.


- Takich tablic jest tu pełno! I wszystko w okolicach 1536 roku! Co tu się wtedy stało?? - odzywa się dziennikarska dusza Plotkary.

- Widzisz, Plotkaro, jakby to powiedzieć... Reformacja się wtedy stała!

- Niesamowite! Wygląda na to, że spacerujemy po jednym wielkim cmentarzysku! Nie wiedziałam, że wojny religijne w chrześcijaństwie były takie brutalne...

- Tak, w pewnym sensie. To był bardzo burzliwy okres dla całej Skandynawii. Czas separacji Szwecji z unii kalmarskiej, walki o tron duńsko-norweski w Danii. Skania należała wtedy do Danii, aż do końca XVII wieku! To wszystko bardzo poplątane... na pewno chcecie wiedzieć?

- Oczywiście! uwielbiamy Pana Samochodzika i tropienie tajemnic!!! - ochoczo potwierdzili podróżnicy.

- Dobrze, postaram się opowiedzieć w skrócie. Pamiętacie, Luter oglosił swoje tezy w 1517 roku w Wittenberdze. Po Europie zaczęła rozlewać się fala jego nauk, ale zwłaszcza po niemieckich uniwersytetach, gdzie studiowało wielu Szwedów i Duńczyków. W wyniku walk niepodległościowych ze Szwedami w 1521 wygnano króla Chrystian II z kraju. Tron przejął jego stryj Fryderyk I. On także zaczął sympatyzować z naukami Lutra i pozwolił na ich wolne głoszenie po królestwie. Ale w 1533 r umarł i tron miał przejąć jego najstarszy syn Chrystian, zagorzały luteranin już wtedy. Chrystian II nie zapomniał o swoim tronie, jeszcze w 1532 powrócił do Danii ze wsparciem katolickich władców. W celu obrony Danii przed reformacją ubrał się bowiem w szaty kontrreformatora... Zaczęły sie walki, wygrane przez protestanckiego pretendenta do tronu, brutalne i krwawe, zdemolowano wiele miast i kościołów - także w Lund właśnie. Aresztowania biskupów, dewastacja świątyń... W 1536 roku przyjęto protestantyzm jako narodową religię. Musicie wiedzieć, że w tych czasach kościół był w posiadaniu ok 40% ziem kraju i wielkich bogactw. Duchowieństwo to była w zasadzie osobna kasta, bardzo bogata i wykształcona, wyłączona z sądowej jurysdykcji państwa szwedzkiego, pobierająca swoje podatki, nakładająca na wiernych kary, bogacąca się sprzedażą odpustów... jeden wielki interes, niestety, moralne bagno. Wielu zakonników źle się prowadziło i nawet się z tym nie kryło, parafie podupadały a większości duchowieństwa żyło się skandalicznie dobrze. To było jedną z przyczyn reformacji w ogóle, ale tutaj nałożyło się to na walki narodowościowe, puste kasy w skarbcach królewskich i władzę nad chłopstwem. Kościół miał naprawdę wielką! Ekonomiczną, sądowniczą, edukacyjną... nie mówiąc o rządzie dusz, oczywiście. Dzisiaj nawet nie umiemy sobie takowej wyobrazić, chyba że na przykładzie Państwa Islamskiego, któe wprowadza swoje prawo religijne jako prawo państwowe...

Przyznam, że podpieram się niedawno przeczytaną historią reformacji*. Sprawdzam dyskretnie, czy nie zasnęli, ale nie - słuchają z rozdziawionymi pyszczkami. Usiłują sobie pewnie wyobrazić wrocławski Ostrów Tumski, z kilkunastoma kościołami na powierchni małej wyspy, całkowicie zrównany z ziemią - toż to jak bombardowanie Festung Breslau! Jaki inny kataklizm może dopuścić do takich zniszczeń...? Kataklizm rewolucji jedynie!

Tu w Lundzie tych kościołów było znacznie więcej, na nieco tylko większej powierzchni. To był jeden z najważniejszych katolickich ośrodków w całej Skandynawii, 27 świątyń, zwany Rzymem Północy!

Lund XII wiek

- W zasadzie do dzisiaj niektórzy mawiają, że Skania dalej jest Danią, nabijając się z tutejszego akcentu. Rzeczywiście, bardzo przypomina duński sposób artykulacji, gardłowy i niechlujny. - dodaję małą dygresję.

- Powiedz coś po skańsku! - zakrzyknęli Smutek i Plotkara. Cóż, gość w dom, Bóg w dom. Trochę się trzeba powysilać, żeby towarzystwo się rozluźniło. Chwilę trenujemy mięśnie krtani, języka i pożywiamy się skońskimi kluskami w gardle. Dobra, można dalej zwiedzać.

- A co się działo w Szwecji? Niedługo pojedziemy do Sztokholmu, to pewnie też zobaczymy jakieś tablice... - Nie poznaję Smutka, już dawno wybudził się z letargu i nasłuchuje z przejęciem.

- W 1523 Szwecja odłączyła się z unii kalmarskiej i mianowała młodego Gustawa Wazę na króla niepodległego państwa. Ceremonia odbyła się w dniu 6 czerwca, notabene, dzisiaj to jest Dzień Narodowy. No a dotychczasowy król, Duńczyk Chrystian II, nie chciał oddać władzy. Wywiązała się wojna, niekoniecznie otwarta. W wyjątkowo cyniczny sposób wykorzystano do walki kościół i rozlewającą się po Europie falę luternizmu. Nowo wybrany król Szwecji potrzebował pieniędzy na walkę z Duńczykami, a kościół je mógł zapewnić. Chłopscy mieszkańcy Szwecji byli jednak bardzo religijni i nie chcieli sie na to zgodzić. Wybuchło kilka powstań, wewnętrznych walk, najbardziej znana jest Rzeź Sztokholmska z 1520 roku, podczas której król i przychylni mu biskupi zamordowali 82 znamienite osoby, które nie byli po jego stronie, w tym dwóch biskupów - co nadszarpnęło stosunki z Rzymem. Długo trwało dialogowanie i spory, ostatecznie powołano do życia kościół narodowy, który zlikwidował zakony i ustawił kościół w służbie narodowi, jednym z głównych postulatów było odrzucenie tradycji Kościoła Katolickiego i zniesienie celibatu.

- I co, ta cała reformacja naprawdę rozwiązała problemy? - dopytują młodzi.

- Niestety, po czasie okazało się, że nowi protestanccy duchowni prowadzili się równie źle jak ich poprzednicy, a do tego kulturalnie i naukowo cały kościół podupadł - to kościół katolicki był w tamtych czasach prekursorem wszelkich zmian kulturowych. W zasadzie niektórzy określają reformację rewolucją - "stary" kościół rzeczywiście miał wiele problemów, ale zabrano się za ich naprawianie w iście marksistowski sposób. Rozwalając stary porządek i wprowadzając gwałtem nowy, powielając wszystkie ludzkie błędy - tylko teraz kto inny był na szczycie: król a nie papież. W trosce o to szwedzki kościół narodowy nie chciał także być za bardzo podległy niemieckiemu luteranizmowi - zachował przez to o wiele większą więź z tradycją katolicką niż jakikolwiek inny. Za to duński i norweski zerwały z tradycją katolicką gwałtownie, zakazano głoszenia innych nauk, płonęły nawet stosy. Kościoły narodowe w całej Skandynawii stały się bardzo hermetyczne, dzisiaj ocenia się je jako "proste". Nie dopuszczono do rozwoju teologii, dialogu, to stanowiło zagrożenie dla władzy króla nad kościołami i ich dobrami, podupały szkły, wiele uniwersytetów w ogóle zlikwidowano. Sami reformatorzy oceniali to po fakcie w ten sposób: "Gdzie więc są owe zdobycze reformacji? Wszędzie pogorszenie, a nie polepszenie; zmarnowanie a nie wzbogacenie; rozprężenie a nie powiązanie; odrętwienie a nie wzmocnienie"*...

Długo tak gadaliśmy, obchodząc te wszystkie miejsca i robiąc zdjęcia. Tak to spokojnie i pogodnie dzisiaj wygląda...

Jedynymi kościołami pozostałymi z tego okresu jest katedra w Lund i kościół św. Marii i Piotra, tuż za dworcem głównym. Ruiny kościoła Świętego Pana (St. Drotten) z roku 1050 można oglądać w podziemiach ul. Kattesund, gdyż zrobiono tam muzeum, ale cała reszta kościołów spoczywa głęboko pod ulicami dzisiejszego Lund.Szwedzki kościół organizuje "spacer zadumy" po tych miejscach, próbując uzmysłowić nam współczesnym skąd jesteśmy i dokąd idziemy...

Zaczyna się od katedry. Imponująca i zadbana. Niekwestionowane serce Lundu, i w zasadzie Szwecji - ponad 700 000 pielgrzymów rocznie.  Przez początkowe lata kościół był poświęcony św. Wawrzyńcowi (diakonowi papieża Sykstusa II, zamęczonemu za wiarę w 258 r.), obecnie - Maryi. Patronem kaplicy w podziemiach kościoła jest św. Jan Chrzciciel.




Kościół św Marii i Piotra - dziś zwany Klosterkyrkan czyli kościół klasztorny - to przepiękne miejsce. Zbudowany w 1145 roku należał do benedyktynek aż do 1580 roku. Nawet dziś można odczuć benedyktyńskie reguły, które rządziły klasztorem: każdego pielgrzyma należy powitać i ugościć, tak jak by to sam Chrystus przybywał z gościną. Kościół jest widoczny z pociągu, bardzo malowniczo położony na wzgórzu poza starówką.




Jest bardzo zadbany, a co najważniejsze - żyje. Co głosi przezornie tabliczka przy wejściu - to kościół, w którym kudzie się modlą, więc zachowuj się przyzwoicie! Smutne, że żyjemy w takich czasach, ze ludziom trzeba przypominać, po co sa kościoły.


Po takiej wspinaczce należy się chwila odpoczynku na ławeczce... tym razem zwiedzaliśmy z kumplem Ironmanem, jak widać :)



Wewnątrz kościoła jest prosto i pięknie. Ołtarz przpomina wersję mini tego w Kościele Mariackim w Krakowie. Przywieziono go w 1931 roku, został wykonany w Kolonii w XIV wieku. Przepiękny zabytek.

Tknęło mnie to, że jego układ jest przedsoborowy. Może doczekam chwili, kiedy zostanie tam odprawiona msza trydencka...? To byłoby najlepsze wnętrze do takiej ofiary (Smutek i Plotkara chyba tego nie zrozumieją, nie tłumaczę...).



Przy wyjściu z kościoła wpisaliśmy się do księgi modlitw. Ikona Rublowa w takim miejscu i w tak pięknie udekorowanym wykuszu sprawiła, że gardło im się ścisnęło ze wzruszenia... I już nawet im nie opowiedziałam o co chodzi w tym obrazie...


- Jenyyyy, nóg nie czuję, muszę się położyć - jęknęli jednym głosem Smutek i Plotkara. Od razu chce mi się w takich sytuacja odpowiedzieć "to powąchaj moje" ale się powstrzymałam. Nie wiem czy ten stary dowcip dziś jest aktualny.

- Wiecie co, tu w Szwecji nikt się nie przejmuje konwenansami... nie krępujcie się! Nachodziliście się nieźle! - zachęcam zmęczonych podróżników do odpoczynku. Nie ma tu akurat ławki, więc zostaje bruk.


Po chwili odpoczynku wyruszyli dalej. Z powrotem do Sztokholmu, do Kasi. Żałowaliśmy, że nie ma już czasu na Malmö, ulubioną piekarnię wśród wzgórz i pól w sercu Skanii czy na plaże Lommy. Coż, trzeba było wybrać jedno miejsce, zwłaszcza jak się zwiedza z małymi dziećmi.

***

*Źródła:
"Reformacja w Szwecji, Danii i Norwegii" Andrzej Żygadło
"Protestantyzm: rewolucja - nie reformacja" ks.Władysław Szcześniak (artykuł)
http://www.concordia.se/sv/i-lund/lunds-historia.aspx

22 lipca 2015

Goście goście

Na blogu zapanowała martwa cisza. Ale za to w "realu" buzuje życie - to ludzkie i nie tylko. A to insekty atakują, a to szarańcza z domu obok nadlatuje i zmiata jogurciki, naleśniki, kanapki i resztki spaghetti, a to przyjeżdżają długo wyczekiwani goście...

Pamiętacie Wielką Podróż Bolka i Lolka? Kilkadziesiąt Polek rozsianych po całym świecie zaprosiło chłopaków do siebie, mieli wyruszyć w drogę... no ale okazało się, że projekt postaci jest objęty prawem autorskim i jedna z osób związanych postawiła veto. Nie wdając się w szczegóły ani dyskusje o racjach, po krótkiej acz intensywnej burzy internetowej, postanowiłyśmy zmienić plan.

W podróż śladami Bolka i Lolka wyruszyli nowi boharetowie filmu pana Zbyszka - Smutek i Plotkara, to postaci z autorskiego filmu pana Zbyszka, pt. “Planeta Wyobraźni”. Autorką nowych laleczek jest znowu Magda.


Miś Smutek chodzi trochę zaspany, ale przy swojej towarzyszce podróży na pewno szybko się ocknie. Mucha Plotkara bowiem to żwawa redaktorka, która rozpuszcza plotki w swojej plotkarskiej gazecie.

Smutek i Plotkara objadą cały świat dookoła,
rozpoczynając swoją podróż w Rzymie, zwiedzą całą Europę,
następnie pojadą na południe Afryki, stamtąd do Ameryki Południowej, Ameryki Płn.,
później do Azji, Australii i Nowej Zelandii, skąd przez Bliski Wschód wrócą do Polski.

Zwiedzą kilkadziesiąt krajów, a przyjmowani będą przez Klubowiczki i Piotra.

Tutaj możecie przeczytać więcej o całej akcji:

Smutek z Plotkarą Polki odwiedzają

Podróż rozpoczęła się 8 marca 2015 w Rzymie. Po Włoszech, Smutek i Plotkara polecieli do Bułgarii, na Cypr, do Turcji i wreszcie dotarli do Szwecji... Najlepsza wszak pora na zwiedzanie Skandynawii!

No to mieliśmy gości! Zmęczeni, przykurzeni, z wymiętymi skrzydełkami i ogonkami... dotarli i odpoczęli trochę!



Po chwili oddechu, Smutek i Plotkara już polecieli dalej, z powrotem do Sztokholmu, a ja powoli ogarniam wrażenia z ich pobytu. Wkrótce napiszę więcej - udało nam się zwiedzić Lund i poznać kawałek jego tajemniczej historii... 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...