Pomyślicie pewnie, że będzie o "tolerancji" wobec "odmiennych orientacji"
Ale nie.
Będzie o absurdach w kontaktach z "klientami". O tym dlaczego pielęgniarce środowiskowej nie wolno od serca porozmawiać z pacjentami, którymi się opiekuje. Nie wolno jej wpaść do nich poza godzinami pracy a już - broń Boże - zaprzyjaźnić się. Okazywanie współczucia jest wręcz zabronione. Dlaczego nauczycielom nie wolno polubić rodziców dzieci w szkole a pielęgniarkom czytać na głos starszym ludziom, którymi się zajmują. Także dlaczego pracownikom ośrodka dla uchodźców nie wolno grać z nimi w piłkę, odwiedzić ich w szpitalu ani zapraszać do domu.
Maciej Zaremba opisał kilka historii tego typu w reportażu "Niemiłosierny samarytanin" (z książki "Polski hydraulik"*). Zbadał o wiele więcej. Wyłania się z niego bardzo ponury obraz państwa opiekuńczego, jakim jest Szwecja - czym się bardzo szczyci. Każdy Szwed jest dumny z tolerancji i równości jaką zapewnia jego kraj.
Pacjenci mają prawa i są one realizowane. Ale ani grama więcej. Nikt się nie może poczuć wyróżniony - bo inny odebrałby to jako dyskryminację (!!).
Posłuchajcie.
Dwie odmienne tradycje moralne zdają się walczyć o duszę państwa opiekuńczego.Starsza, w której zorganizowana forma pomocy jest tylko przedłużeniem ludzkiej zwykłej solidarności, i nowocześniejsza, która uważa tę samą opiekę za formę demokratycznego sprawowania władzy. Pierwsza interesuje się przede wszystkim osobą: jak powodzi się pani Pettersson czu Ahmedowi El Tantawy. Druga ma większe ambicje: jak się powodzi równości, solidarności i sprawiedliwości.
(...)
Z przesłuchań policyjnych, "zasad etycznych" i wywiadów z osobami na kierowniczych stanowistack w opiece społecznej i Urzędzie Imigracyjnym.
"Jeśli je się obiad z jednym, trzeba być gotowym jeść ze wszystkimi". A nie jada się ze wszystkimi. Sympatia rodzi się spontanicznie (...) i jeśli przerodzi się ona w czyn, powstaje przywilej i cierpi na tym równość".Naszym celem i obowiązkiem jako urzędników państwa opiekuńczego jest wszakże promowanie oprócz równości także godności ludzkiej. Pacjent czy klient jest od nas uzależniony. Jeśli zauważy, że wzbudzając sympatię, może zjednać sobie bardziej osobiste traktowanie, będzie próbował tę symaptię wzbudzić. Będzie się przymilał, apelował do solidarności, do współczucia, będzie szukał naszego wzroku. Z punktu widzenia godności taka sytuacja jest nie do przyjęcia, przekształca bowiem pacjenta w petenta. Nasza opieka nie jest jednak przywilejem, jest uprawnieniem przysługującym wszystkim bez różnicy. To właśnie odróżnia państwo opiekuńcze od poniżającej dobroczynności.
Na tym właśnie opiera się równość. Unikamy więc odsłaniania naszych cech osobistych i próbujemy zignorować je u pacjenta. (...) WYnika z tego, ze w państwie opiejkuńczym każdy gest spontanicznej solidarności lub współczuciea godzi albo w równość, albo w godność pacjenta.
***W latach dziewięćdziesiątych w szwedzkim państwie opiekuńczym wieje chłodem i obojętnością. (...) Tradycyjne zawody humanistyczne - nauczyciele, pielęgniarki, adwokaci, lekarze, pastorzy - odrzucają nową etykę państwa opiekuńczego. Zdążyły bowiem wykształcić własną etykę zawodową na długo przed narodzinami państwa opiekuńczego. Przedstawiciele tych profesji czują się przede wszystkim lojalni wobec swych klientów i pacjentów. Nowo powstałe zawody opiekuńcze - opieka społeczna, kuratorzy, urzędnicy imigracyjni itepe - są natomiast wytworem państwa niemal zupełnie pozbawionym samodzielnej tradycji moralnej. Pozwoliły narzucić sobie schizofreniczną rolę opiekunów i kontrolerów zarazem.Państwo opiekuńcze bezustannie nas przekonuje, że branie na siebie osobistej odpowiedzialności to niebezpieczna i niedemokratyczna postawa. Odpowiedzialność to przecież też i władza.
***
Nowa Etyka sektora opieki to przecież wypowiedzenie wojny wszystkiemu, co mieści się w pojęciu specyficznej kobiecej kompetencji. Nie zmienia tego fakt, że opiekę tę realizują głónie kobiety. Dwudziestoletnia bezdzietna przedszkolanka "wyształcona teoretycznie" i "profesjonalna" pod każdym względem góruje tu nad matką pięciorga dzieci. Kaleki moralne znajdyją wyjątkową łatwość w przyswajaniu sobie języka Nowej Etyki i nie sposób w ich ustach odróżnić pogardy od "teorii opieki" ani zawiści od "sprawiedliwości społecznej". Łajdacy kwitną w tym środowisku. Nigdzie indziej nie da się dowieść że to dla dobra dziecka nie trzeba się o nie troszczyć albo że płacz tegoż, siłą odbieranego rodzicom, jest najlepszym dowodem na to, jak szkodliwe są ich wzajemne spotkania.
Osoby "nieprzystosowane" do systemu są eliminowane ze sttuktur panstwa opiekuńczego - ten proces postępuje od lat. Pracownicy, którzy zdradzali skłonności społecznikowskie, najczęściej okazywali się trudni we współpracy. przenoszono ich na inne stanowiska albo byli skłaniani do złożenia wypowiedzenia.Czytam to i trochę nie wierzę. Jak można tak przeinaczyć podstawowe pojęcia? Jak można tak sprzeniewierzyć się miłości do bliźniego? Czy ktoś to robi specjalnie czy też są ku temu obiektywne powody...?
Szwecja to przecież chrześcijański kraj... wydawałoby się. Ale właśnie... nie katolicki, tylko protestancki. Czy to może wyjaśnić różnice w antropozofii między Polską a Szwecją? (od razu nasuwa mi się historię opisana w "Higienistach"*). A może to konsekwencja komunizmu, który zniszczy wszystko, czego się dotknie, gdzie prawa jednostki są zawsze poddane interesowi "wszystkich"?
W Szwecji wszyscy znają Prawo Jante. Do tej pory myślałam, że ich negatywny wydźwięk budzi raczej odrazę w społeczeństwie. Wydają się one jednak być naczelną zasadą państwa opiekuńczego!
Pojęcie to stworzył norweski pisarz pochodzenia duńskiego Aksel Sandemose w 1933 w noweli „Uciekinier w labiryncie”, gdzie przedstawia fikcyjne, duńskie miasteczko Jante. Wśród jego społeczności obowiązuje zasada, która rządzi zachowaniem mieszkańców: „Nikt nie jest kimś specjalnym. Nie próbuj wyróżniać się ani udawać, że jesteś pod jakimkolwiek względem lepszy od innych”.
1. Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
2. Nie sądź, że nam dorównujesz.
3. Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
4. Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
5. Nie sądź, że wiesz więcej, niż my.
6. Nie sądź, że jesteś czymś więcej, niż my.
7. Nie sądź, że jesteś w czymś dobry.
8. Nie masz prawa śmiać się z nas.
9. Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
10. Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.
Za wikipedią: Janteloven, tzn. prawo Jante. jest silnie zakorzenione w mentalności Skandynawów. Jest kwintesencją tego wszystkiego, czym w duńskim sposobie myślenia Aksel Sandemose pogardzał najbardziej – jednakowości, braku ambicji, tłumionej zawiści i niechęci do szerszego spojrzenia. Innym przejawem kierowania się prawem Jante jest to, że wszyscy w krajach skandynawskich czują się równi. Każdy przejaw próżności jest potępiany, za to skromność, czasem wręcz przesadna, zawsze znajduje uznanie.
Ponoć Szwecja jest wyjątkowa w tej idei równości. Już sąsiednia Norwegia czy Dania to zupełnie inne moralnie kraje, słyszałam, że Dania nazywana jest Arabią skandynawii. Bynajmniej nie z powodu etnicznej mieszanki jej dzisiejszych mieszkańców, ale z powodu nieprzewidywalności. Gdy Szwed myśli, że wszystko już ustalone i zamierza podpisać umowę, Duńczyk nagle zaczyna zadawać niewygodne pytania i cały biznes bierze w łeb.
Poznałam w pracy kilku Duńczyków - byli o wiele bardziej ambitni niż Szwedzi, bardziej przyjacielscy, żartowali sobie ze mną i nawiązywali pozapracowe relacje (bez podtekstów!). Mam kilku podlinkowanych na moim profilu w linked-in, na przykład. Żadnego Szweda, ciekawe...
Bardzo się cieszę, że mieszkamy tak blisko Danii. Może trochę mentalności tu skapnęło - Skania długo należała do tego królestwa, a Lund był siedzibą arcybiskupstwa Danii (stare dzieje, napiszę o tym kiedy indziej bo to arcyciekawe dzieje). A jakby co - przejeżdżamy przez most i mamy do czynienia z duńską nieprzewidywalnością i brakiem równości :)
*Wpisy powiązane:
Służba zdrowia Szwecji, w reportażu Macieja ZarembyHigieniści - z dziejów eugeniki